• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
~ 9 lat później ~
Podniosłam żaluzje i spojrzałam na słońce wyłaniające się zza wysokich koron drzew. Rytuał powtarzający się niemal każdego poranka. Byłyby może taki sam od zawsze gdyby nie uwzględniać wschodu słońca pod innym kątem i coraz bardziej wyblakłych żaluzji. Kolor beżowy był teraz niemalże biały. Przetarłam oczy i głęboko zaczęłam wciągać powietrze nosem, wypuszczając je potem złożonymi w dziubek ustami. Zajęcie jak najbardziej nudne, ale jak najbadziej skuteczne by przygotować się przed kolejnym nudnym dniem wśród idiotów i ciągłych rozkazów. No bo: Co By Było Gdyby! No właśnie, co by było gdybym przez przypadek, o zgrozo, zapomniała o wdechach? Mogłabym się wykrzyczeć opiekunowi prosto w twarz co o nim myślę. Zamknęli by mnie wtedy na dyscyplinarnym i mogłabym jedynie myśleć nad moim życiem zdrapując tynk ze ścian.
Moje głębokie przemyślenia nad życiem przerwało ciche skrzypnięcie podłogi. Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam z politowaniem na stojącego przede mną,  cichego, jakże beznadziejnego, zabójcę. Obiekt mojej najszczerszej przyjaźni.
- Lee Barnes Costanza.
- Echo Seveneel. - mruknął, tak okropnie zawstydzony swoim brakiem talentu do skradania się, że nawet tego nie ukrywał.
- Ile to już razy? Ile to już razy twoja beznamiętna egzystencja tak się zbłaźniła? - nie potrafiłam powstrzymać się od jak najbardziej szczerego, złośliwego uśmiechu.
- Skąd bierzesz takie beznadziejne teksty?
- Ile to już razy... - powtórzyłam, dodając więcej politowania.
- Odkąd słuch ci się poprawił. Wcześniej o wiele łatwiej było cię wystraszyć.
- Uznam to jako komplement.
Lee uśmiechnął się głupio i stanął obok mnie, opierając jedno ramię na parapecie. Jego oczy bez wyrazu spojrzały na wschodzące słońce, a potem zwróciły się w moją stronę. Wciągnął powietrze nosem i wypuścił je ustami. Kiedy skończył zrobiłam to samo.
- O której apel? - zapytał kiedy robiłam wdech.
- Ósma. - odparłam.
- Potem jedzonko.
- Jak zawsze.
Może się to wydawać głupie ale to moja ulubiona pora dnia. Stoimy sobie oboje i wdychamy powietrze. Czego chcieć więcej? Nie ma w tym niczego romantycznego, wcale nie chodzi o to aby było. Z resztą, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kompletnie nic do niego nie czuje, jest dla mnie jak starszy brat.
- O czym tak myślisz? - przechylił głowę i skrzyżował ręce.
- O tym kto dzisiaj pierwszy wpisze się na listę obecności! - szybko otrzasnęłam się z zamyślenia i wybiegłam z naszego domku. Usłyszałam krzyk po czym Lee zaczął pędzić za mną.
- Nie tym razem! - zaśmiał się i oboje pobiegliśmy na apel, zwiastowany potwornie głośną syreną

  •  
  • Pozostało 1000 znaków