• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
Plac na którym odbywał się apel był najbardziej znienawidzonym miejscem w całym obozie. Betonowe podwyższenie ze starym, prawie nie działającym mikrofonem. Słońce, nawet w najpiękniejsze dni, nigdy tu nie docierało. Nie było to, co prawda, miejsce egzekucji. Nie, nie, nic w tym guście. Tutaj obwieszczane były złe, jak i te dobre wiadomości, oraz poranne apele. Niby nic nadzwyczajnego.
Dobiegłam do stolika z listą obecności jako pierwsza. Lee, dysząc ciężko, stanął za mną dopiero po chwili.
- Taka niska, a tak szybko biega. - westchnął, łapczywie chwytając powietrze.
- Dopiero teraz zauważyłeś?
Lee otworzył usta by coś powiedzieć lecz przerwał mu zimny głos za moimi plecami.
- Nazwisko.
Odwróciłam się i mimowolnie uśmiechnęłam do kobiety siedzącej za stołem. Nie dziwię się, że wszystkie są takie oschłe. W końcu, kto chciałby mieć taką robotę?
- Echo Seveneel. 15 lat. Domek 83. - wypowiedziałam tak dobrze znaną formułkę.
Kobieta postawiła ptaszek przy moim nazwisku i kazała spadać. Odeszłam kawałek i spojrzałam na Lee'ego. Był to jeden z momentów kiedy mogłam napawać się tym jaki ma piękny profil. Kolejny rytuał powtarzający się każdego dnia.
- Lee Barnes Costanza. 17 lat. Domek 83. - wydukał, przygnieciony chłodem spojrzenia starszej kobiety.
Potem odwrócił się i podszedł do mnie.
- Czemu one muszą być takie przerażające? - mruknął. - Mam wrażenie jakby wywiercała mi się aż do mózgu.
Zaśmiałam się cicho ale mu nie odpowiedziałam. Stanęłam pośród małej grupki osób czekających na apel, która powoli zaczęła się powiększać. Po parunastu minutach zjawili się wszyscy. Tłum był tak ogromny, że ledwo co można było usłyszeć co mówi szef obozu. Z moim niskim wzrostem mogłam jedynie z wielkim zaciekawieniem przyglądać się głowom osób stojących przede mną i wąchać niezbyt piękne zapachy spod ich pach. Zerknęłam na Lee'ego i w tym samym momencie przez cały tłum przeszedł tak dobrze znany szmer podniecenia. Lee otworzył szeroko oczy wpatrując się w stronę drogi prowadzącej do bramy wyjazdowej obozu.
- Co się dzieje? - spytałam, stając na palcach aby coś zobaczyć.
Wtedy usłyszałam głos Octavii, opiekunki która zawsze witała nowo przybyłych obozowiczów.
- Chodźcie tu! Tutaj! - krzyczała swoim skrzeczącym głosem, który odbijał się od ścian budynków i aż ociekał sztuczną troską. - Usiądzie tu z przodu!
Lee spojrzał na mnie z nie małym przerażeniem.
- Przywieźli dzieci.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków