• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Nie należę co prawda do nostalgicznych osób, ale całe to wydarzenie rozgrzebało stare rany, które zaczęły na  nowo krwawić. PNP nie jest wcale zwykłym rutynowym wydarzeniem. Odbywa się ono po tak zwanym Przeczesaniu. Władze państwa urządzają je kiedy uznają, że obywatele nie stosują się do prawa. ~Każde dziecko, oznaczone po narodzinach jako odmienne, po ukończeniu 3 roku życia ma być dostarczone na najbliższy posterunek policji, skąd zostanie przewiezione do Obozu.~  Przeglądają wtedy stare spisy noworodków i jeżeli jakiś rodzic chciał ukryć swoje dziecko, zostanie złapany. Tak właśnie było w moim przypadku. Odgarnęłam włosy z czoła i odparłam głowę na ramieniu Lee.
- No i co złośnico? Lepiej?
- Gdyby nie dzisiejsze wdechy rozszarpałabym ją! Widziałeś jakie te dzieciaki były przerażone?! - niemal krzyczałam.
Lee westchnął i poklepał mnie po głowie.
- Uspokój się. Złość piękności szkodzi.
- No jo. - przytaknęłam.
Wszystko to było przytłaczające, ale nie mogłam się denerwować. Nie zmienię prawa, nikt nie zmieni. Bunt byłby skutecznie stłumiony. A to jeszcze bardziej przysporzyłoby nam kłopotów.
Zamiast do domków ruszyliśmy w stronę bogatej części obozu. Mieszkały tam dzieci szych, którzy zapłacili aby ich dzieci mieszkały w dobrych warunkach. Nasza część odgrodzona była od tamtej zwykłym murem. Nie było przy niej żadnych zabezpieczeń. Od strony lasu do treningów w murze była niewielka dziura. Podążyliśmy w jej stronę.

~~

Puściłem Echo i wsadziłem ręce do kieszeni. Wzrokiem wodziłem po dachach okolicznych domków. 54, 55, 56... Liczyłem w myślach. Tak bardzo chciałem ją przytulić, pocałować w czoło i poprawić jej humor. Ten cholerny brak odwagi kiedyś mnie dobije. To cud, że w ogóle się przyjaźnimy, dziewczyny w jej typie raczej nie zwracają uwagi na takich jak ja. Westchnąłem cicho i wyrzuciłem ją z myśli.
- Co jest? - spojrzała na mnie tym swoim typowym spojrzeniem.
Oczy otwarte najszerzej jak się da, wpatrujące się we mnie z troską. Usta roschylone lekko jak podczas snu. Bogowie czemu ja?! Czemu ona?! Czemu ona musi być taka słodka, a za razem pociągająca?!
- Nic, nic. - zmusiłem się do uśmiechu.
Odwróciła głowę i w milczeniu doszliśmy do dziury w murze. Echo przeszła pierwsza, a ja za nią. Potem prostą drogą, pomiędzy starymi budynkami w których mieściły się kiedyś sale treningowe, aż do placu zabaw. Brzmi to może zabawnie ale został zbudowany przez dawnych obozowiczów i mało kto pamięta jego czasy świetności. Teraz tylko takie trampy, jak my, pamiętają o jego istnieniu. Usiedliśmy na huśtawkach i wpatrując się w buty bujaliśmy się lekko. Przy każdym ruchu, huśtawki wydawały serię skrzypów i pisków. Z braku zainteresowania do obserwacji czubków moich butów zerknąłem na Echo. I to był mój największy błąd.
- Co mi się tak przypatrujesz? - zaśmiała się. - Podobam ci się?
- Nie. - skłamałem z niemałym zakłopotaniem. - Tylko od dłuższego czasu zastanawiam się co jest w tobie innego. Zdaje się, że zawsze unikaliśmy tego tematu.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków