• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Westchnęłam już po raz setny tego dnia. Wszystko działo się tak szybko. Za szybko. Nie dość, że mój najlepszy przyjaciel umie się teleportować, to jeszcze wydaje się szczególnie zainteresowany opcją przesiedzenia na dyscyplinarnym całego roku. Rozmawianie o tym teraz było co najmniej nierozsądne. Kimberly i tak już za bardzo ufa tym starym murom. Mimo iż dawno nikt tu nie przychodzi, nie wolno rozmawiać o takich rzeczach na głos.
- Chodź. - pociągnęłam go za rękaw.
Podążył za mną, ale nie bez słowa jak zwykł był robić.
- Kusząca propozycja? - uśmiechnął się szeroko.
Czy go to bawi?!
- W żadnym razie. To nierozsądne.
- Nie kłam mi tu. Chciałabyś wziąć w tym udział. Za dobrze cię nam.
- Zamknij się. - warknęłam i wbiłam paznokcie w jego ramię. - Wiesz co nam za to grozi?!
- Wiem. Ale nie sądzisz, że może nam się udać?
- Nie będę rozmawiać o tym tutaj.

Chwilę później byliśmy już na ganku naszego domku. Numerek z liczbą 83 wisiał na drzwiach ostatkiem sił. Od kiedy nasza współlokatorka, Madeleine, obsypała go brokatem wygląda troszkę lepiej. Popchnęłam drzwi ręką i wpadłam do środka, nadal ciągnąc Lee za ramię. Madeleine i Sophie siedziały na swoich łóżkach malując paznokcie zielonym lakierem.
- Co taka wściekła? - Sophie przygryzła wargę i spojrzała na mnie wzrokiem "jestem starsza i wszystko zrozumiem".
Madeleine jak gdyby nigdy nic wyciągnęła z lnianej torby wianek.
- Masz. Odgania złą energię.
Tylko tego mi brakowało. Żółtego wianka od 13 letniej hipiski.
- Nie dziękuję. Moja energia ma się dobrze. - warknęłam i usiadłam na łóżku.
- Co ją ugryzło? - Sophie popatrzyła na Lee wymownie.
Wzruszył ramionami.
Madeleine wstała i otworzyła okno, robiąc przy tym okrężne ruchy ramionami. Do pokoju wpadł orzeźwiający zapach mchu, igieł i deszczu. Hipiska z dziwnym imieniem miała nie małą słabość do przyrody. Może to dlatego jej włosy miały kolor zielony, a ona sama z dumą pokazywała innym jak potrafi władać roślinkami.
Sophie wciągnęła powietrze z nie małym zachwytem. Potem przejechała pędzelkiem, zamoczonym w zielonym lakierze, po środkowym palcu. Wszystko na pokaz. Kiedy Lee pojawiał się w pobliżu jej ruchy stawały się takie sceniczne, że aż bolało. Przeczesała włosy ręką, uważając by nie rozmazać lakieru. Działa mi na nerwy coraz bardziej.
- Lepiej? - Madeleine usiadła za mną i zaczęła bawić się moimi włosami.
- Tak, można by tak powiedzieć. - odparłam.
Świeże powietrze faktycznie pomogło.
- Wiecznie wściekła. - prychnęła Sophie.
- Skup się na paznokciach, a ja powiem reszcie co jest na rzeczy. - warknęłam.
Odwróciła do mnie głowę, wyraźnie zaciekawiona.
- Co jest? Mów.
Otworzyłam usta by zacząć opowiadać i w tym momencie do domku wpadł Ethan.
- Słyszeliście?! Ludzie szykują się do buntu!

  •  
  • Pozostało 1000 znaków