• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Biegłam do przodu odrywając stopy od białej podłogi żeby potem z impetem uderzyć w nią piętą. I tak w kółko. Dopóki nie wypadłam na zewnątrz. Światło słoneczne oślepiło mnie na moment. Zacisnęłam powieki próbując pozbyć się mroczków.  W głowie kłębiło mi się mnóstwo przekleństw, pytań, wspomnień. Jak miałam je z siebie wyrzucić? Cokolwiek planował Joshua nie mogłam mu na to pozwolić. Nie kiedy na szali leżało życie moich przyjaciół. Zamrugałam i odgarnęłam włosy z twarzy. Brama była otwarta i jakby wołała mnie. Kusiała wolnością od kłamstw, nienawiści, niewoli, tajemnic. Gdy znalazłam się po jej drugiej stronie nic takiego nie nastąpiło. W gardle nadal czułam ogromną gulę, a serce tańczyło oberka ze strachem. Tańczyło i śpiewało jego imię. Joshua.
Znalezienie go nie zajęło mi dużo czasu. Wlukł się w stronę swojego domku. Nie dane mu jednak było tam dotrzeć.
- Jak mogłeś?! Jak mogłeś mu to powiedzieć?!
Zacisnęłam palce na jego krtani wbijając paznokcie w skórę co mogło jedynie potęgować ból. Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. Nie miał nawet chwili by się obronić.
- O czym ty mówisz? - wycharczał,  łapiąc moje nadgarstki i próbując się uwolnić.
- O czym mówię?? O czym mówię?! To ty mi powiedz! Czemu powiedziałeś mu o buncie?! Zdajesz sobie sprawę jak to się może skończyć?!
Naprawdę starałam się nad sobą panować. Nie mogę się denerwować. Nie mogę. To zbyt niebezpieczne.
Joshua oddychał spokojnie i jakby czytał w moich myślach.
- Spokojnie. Oddychaj. - szepnął na tyle głośno żebym go usłyszała. Poluzowałam uścisk. Złapał moje nadgarstki jeszcze mocniej i opuścił dłonie w dół.
- Wszystko ci wytłumaczę. Zaufaj mi.
Patrzył się na mnie, świdrując mnie wzrokiem. Ku mojemu zaskoczeniu niezwykle kojącym. Nie spuściłam wzroku.
- Dobrze. Wysłucham cię.
Na jego twarzy zagościł wyraz ulgi, a kąciki warg uniosły się do góry.  
- Chodź. - wyciągnął rękę i chwycił delikatnie moją. Nie wyrwałam się.  
Pociągnął mnie za sobą. Szliśmy dobrą chwilę w milczeniu. Trawa piszczała po naszymi butami. Od lasu wiał kojący zapach żywicy.
Usiedliśmy na starej drewnianej ławce. Puścił moją rękę. Z niewiadomych przyczyn nie chciałam żeby to robił. Bałam się.
- Powiedziałem tylko część tego co wiemy. Ja naprawdę nie chciałem. Starałem się mówić jak najmniej. Nie wie praktycznie nic co może ich do nas doprowadzić.
Więc jednak.
- Przepraszam. Starałem się. Przecież wiesz jak to jest.
Pokiwałam głową. Istotnie, wiedziałam. Nie chciałam mieć mu tego za złe. Istniało tylko jedno wyjście z tej sytuacji.
- Trzeba powiedzieć reszcie.
- Jak masz zamiar to zrobić!? - zirytował się - Przecież nie możemy im ot tak powiedzieć, że z nim rozmawialiśmy.
I tu miał rację. Oboje byliśmy winni. Musieliśmy udawać, że nic się nie dzieje, posyłając tym samym wszystkich na pewną śmierć.

http%3A%2F%2F33.media.tumblr.com%2Fb19a32f595bf17aff6e454c737db7283%2Ftumblr_nf7mjjdTeD1qmtqugo1_500.gif

  •  
  • Pozostało 1000 znaków