• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nigdy nie przypuszczałabym iż 2 dni mogą być aż tak stresujące. Starałam się być na to przygotowana od pierwszego momentu  przekroczenia progu gabinetu dyrektora. Bycie szpiegiem i krętaczem, skazującym swoich przyjaciół na błogą niewiedzę, że spiskujesz za ich plecami było wprost depresyjne. Każdy, nawet najkrótszy dialog, przeprowadzony z kimkolwiek był wyczynem ponad miarę. Czułam się jak bohater "Zbrodni i kary", umierający ze strachu nawet przy przyjacielskiej pogawędce z prokuratorem. I tak przez bite 2 dni. Aż do feralnego wieczoru podczas którego wszystko miało się ułożyć, albo skończyć na zawsze. Cały dzień przesiedziałam przed lustrem, gdzie ćwiczyłam obojętną minę, podczas gdy w środku cała się gotowałam. Przestałam krzyczeć na ludzi co jeszcze bardziej musiało wzbudzić zainteresowanie moją osobą. Na każde pytanie odpowiadałam spokojnie i z uśmiechem przylepionym do twarzy na gumę do żucia, łatwym do zerwania. Oto co stres robi z ludźmi.

~~~

Na dworze panowała depresyjna pogoda.Ulewa połączona z huraganem powodowała że wyjście na zewnątrz graniczyło z samobójstwem. Samobójstwem na które wszyscy byli dzisiaj gotowi. Przez cały dzień czekałem na wieczór. Nie mogłem się doczekać kiedy wreszcie poznam szpiega zza murów.
Siedziałem na swoim łóżku. Szorstka, zimna kołdra uwierała mnie w bose stopy. Starałem się skupić na książce którą trzymałem na kolanach. Niestety bezskutecznie. Ograniczyłem się jedynie do przewracania stron, wypełniając cały pokój przyjemnym dźwiękiem szeleszczących kartek. Z resztą, który frajer czyta książki.
- Możesz przestać? - dopadł mnie poirytowany głos Sophie. - Czytasz czy bawisz się papierem?
- Przepraszam. - wymamrotałem speszony i odłożyłem książkę na bok.
Drzwi od łazienki otwarły się i wyjrzała z nich głowa Sophie. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie.
- Przez ciebie nie wyszła mi kreska! - warknęła i wyszła zza drzwi.  Zakrztusiłem się własną śliną. Sophie stała przede mną w samym ręczniku, który zakrywał jej nagie ciało. Włosy, dopiero wysuszone, opadały na ramiona. Ale jej cała zaistniała sytuacja w ogóle nie przeszkadzała.
- Będę musiała teraz wszystko zmywać! Masz pojęcie ile to zajmuje czasu?! - machała eyelinerem na prawo i lewo, przestępując z nogi na nogę. Podłoga musiała być naprawdę zimna.
- Przepraszam. - powtórzyłem, powstrzymując uśmiech. Mimo prawie kompletnej nagości wyglądała naprawdę zabawnie.
- To cię śmieszy? - przymrużyła oczy.
Pokiwałem głową.
- Usiądź bo się jeszcze przeziębisz.
Podtrzymała ręcznik jedną ręką i usiadła obok mnie. Jej ciało zdarzało bo zetknięciu z ogrzaną przeze mnie kołdrą. Zanurzyła w niej stopy i westchnęła.
- Nie szykujesz się? - przekręciła głowę w moją stronę.
Odsunąłem się lekko i usiadłem prosto. Chyba siedziała zbyt blisko. Daleko mi do napaleńca, który kocha oglądać nagi dziewczyny i ona też musiała o tym wiedzieć.
- W przeciwieństwie do ciebie nie lecę na facetów. - zaśmiałem się, żebym nie wyszedł na nie miłego.
- Skąd możesz wiedzieć, że to nie będzie dziewczyna? - puściła do mnie oko.
- Wątpię.
Wzruszyła ramionami, wstała i małymi kroczkami pobiegła do łazienki, podtrzymując ręcznik obiema rękami.
Siedziałem w milczeniu przez dłuższą chwilę. Może miała rację? Może warto zapomnieć o Echo? Przecież ona i tak nawet na mnie nie spojrzy. To wyższa liga, o wiele za wysoka dla kogoś takiego jak ja.
Wstałem żeby rozciągnąć nogi.
- Madeleine powinna zaraz przyprowadzić Echo i Ethana. Pójdziemy tam razem, ok? - Sophie kopnęła drzwi nogą, żeby na mnie spojrzeć.
- A, tak. Jasne. - uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Ona także się uśmiechnęła.
Po parunastu minutach byliśmy gotowi. Madeleine nadal nie było. Oboje byliśmy cali spoceni pod ciepłymi kurtkami.
- Może chodźmy bez nich? - zaryzykowałem pytaniem.
- Wykluczone. - obruszyła się. - Muszę wypytać Echo jak poszła randka.
Tym zbiła mnie z tropu.
- Nie wiedziałem, że się przyjaźnicie.
Spojrzała się na mnie jakbym spadł z księżyca. Uniosła brew i przekrzywiła głowę, patrząc tępym wzrokiem.
- Bo się nie przyjaźnimy. - wbiła wrok w swoją bransoletkę. - To suka. Ładna suka. Nie mogę znieść nawet jej widoku. Myśli, że jak jest popularna to jej wszytko wolno. Co ten Ethan w ogóle w niej widzi?!
Pewnie to samo co ja. Mieszkanie w jednym domku z dwiema nienawidzącymi się dziewczynami było męczące. Ale jaki miałem wybór?
- Nie jest taka zła. Porywcza. Tylko to. - odparłem.
Nie zdążyła odpowiedzieć bo drzwi otwarły się i do pokoju wpadło mroźne, pachnące deszczem i lasem powietrze. W progu stała Echo. Miała na sobie ciemną kurtkę i krótkie czarne kalosze. Mokre włosy przyklejały się jej do twarzy.
- Nie idziecie? - z jej ust wypłynął obłok pary.
W mgnieniu oka wstaliśmy i ruszyliśmy za nią w stronę domku 27, uważając by nie wdepnąć w kałuże.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego