• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Stała tam z wzrokiem wbitym w punkt nad naszymi głowami. Miała brązowe, krótko ścięte włosy jak Królewna Śnieżka z serialu "Dawno, dawno temu" i przeszywająco niebieskie oczy. Ubrana była w zbyt duże jasne dżinsy z podwiniętymi nogawkami, wełniany niebieski sweter, spod którego wystawał kołnierzyk od białej koszuli i śnieżnobiałe tenisówki.
Przejechała wzrokiem po obecnych. Z kamiennym wyrazem twarzy odwróciła się do chłopaka stojącego za nią. Mieszkaniec 27, Fabian, który wszedł razem z nią do pokoju, skinął lekko głową. Dziewczyna jeszcze raz odwróciła się w naszą stronę, wsunęła ręce do kieszeni od spodni, a jej twarz nieco złagodniała.
- Nazywam się Ginewra Onatah. Jestem burmistrzem Oazy, miasta widmo, domu wszystkich Odmieńców.
Nastała cisza. Czy ona nie była trochę za młoda na bycie burmistrzem? A Oaza? Przecież to tylko bajka. Wieczorem opowiadali nam o tym miasteczku starsi obozowicze. Teraz, co prawda, już ich tu dawno nie było, ale zawsze kiedy o nim wspominali, oczy im się świeciły. Tak jakby to było odległe marzenie o wolności: niedoścignionej i niemożliwej. Nikt już od dawna nie traktował tego poważnie. Z uporem maniaka każdy starał się przystosować do rzeczywistości, porzucając wszelkie marzenia. Podobnie jak reszta moich znajomych ja też powinnam stracić nadzieję. Niestety, pewna osoba mi to uniemożliwiała. Siedziała teraz i lustrowała wzrokiem kochankę Lancelota.
Posłałam Ethanowi chłodne spojrzenie. Odwrócił się do mnie i zrobił minę niewiniątka, unosząc ręce w geście kapitulacji. Zarzuciłam włosy na plecy, wydymając przy tym usta. Niech wie co traci. Niemal czułam na sobie jego wkurzający, radosny uśmiech. Nic mnie bardziej nie irytowało niż jego wiecznie pozytywne nastawienie.
Zerknęłam na Harriet, który zrywała sobie skórki przy palcach i obserwując Ginewrę zapewne zastanawiała się czy jej cycki są prawdziwe. Kivi przebierała nogami i zaplatała kosmyk włosów w mały warkoczyk.
Kochanka Lancelota złapała za oparcie krzesła, na którym trzymała nogi wykolczykowana dziewczyna spod 51 i wyszarpując je, podstawiła pod swój tyłek. Dziewczyna prychnęła urażona, ale Ginewra ją zignorowała.
- Wiem, że dla niektórych może wydawać się to niemożliwe. Dlatego zanim przejdziemy do sedna chciałabym was prosić o jak największą dyskrecję. Zależy nam na dochowaniu tajemnicy. - spojrzała się na każdego z osobna.
- Ręczę za nich - odezwał się Fabian. - Dochowają tajemnicy.
Dziewczyna nic nie mówiła. Kiedy napotkałam jej wzrok, skinęłam lekko głową dla potwierdzenia naszej uczciwości. Jak to mówią: nadzieja matką głupich. Ktoś tak wysoko postawiony jak ona powinnien o tym wiedzieć. Z resztą, może nie tylko ja w tym gronie kłamałam wszystkim w żywe oczy?
- Dobrze, dziękuję - przez jej twarz przemknął uśmiech. - Przyszłam tutaj dzisiaj w imieniu Oazy. Zapewne większość z was wie nieco o tym miejscu z opowieści.
- To nie bujda? - dziewczyna z włosami do pasa i poszarpaną bluzką odsłaniającą brzuch podniosła rękę do góry.
- Nie.
- Słyszałem, że to tylko bajeczka dla dzieci - niski chłopak w brązowych lokach wysunął głowę znad innych, żeby lepiej widzieć. Po chwili dołączyło do niego parę innych głosów.
- Rozumiem - dziewczyna podniosła rękę, by ich uciszyć - że jest to dla was temat pełen wątpliwości. Zapewniam jednak, że Oaza istnieje i ma się dobrze.
- W takim razie czemu wcześniej nikt nas nie poinformował? - podniosłam głos chyba zbyt wysoko. Ginewra wbiła we mnie lodowate spojrzenie i mimo, że miało ono dość łagodny wyraz, czułam się jakby tysiące szpilek wbija mi się w ciało.
- Nie mieliśmy wystarczających środków.
- Środków do czego?
- System obrony Oazy pozostawiał wiele do życzenia.
- Więc teraz możemy tam bezpiecznie uciec?
- Byłoby to zbyt pochopne działanie.
- Wnioskuję, że wygodniej jest wam dać nam gnić tutaj kolejne miesiące czy lata?
- Tego nie powiedziałam.
- Więc?
- Ciekawska z ciebie osóbka.
Zacisnęłam wargi. Nawet nie zauważyłam kiedy mój głos przybrał agresywny ton.
Ginewra zwróciła się do reszty.
- Wasza wygadana koleżanka poruszyła ważny temat. Tak, mamy zamiar otworzyć Oazę dla mieszkańców obozu.
W pokoju zawrzało. Wszyscy szeptali między sobą podekscytowani. Ginewra podniosła się z miejsca.
- Natomiast - nacisnęła - będzie się to odbywać w ratach. Wasza grupa zostanie tam zaprowadzona na jedną noc, tak aby nikt nie zauważył waszego zniknięcia
Fabian złapał ją za ramię i wyszeptał jej coś do ucha. Ginewra przytaknęła i jeszcze raz zwróciła się w naszą stronę.
- Spotkanie zostało zaplanowane na zaledwie parę minut ze względów bezpieczeństwa. Została nam zaledwie chwila dlatego pragnę zakomunikować, iż ucieczka odbędzie się pojutrze, zbiórka przy murze w opuszczonej części obozu o godzinie 21. Nie bierzcie ze sobą nic i ubierzcie się wygodnie.
Po tych słowach zniknęła za drzwiami.
- Czaicie?! Wydostaniemy się z tej dziury! - Alex spod 20 złapał rękę Ethana i chłopaka, który siedział obok i podniósł je do góry jak sędzia na ringu, wydając przy tym okrzyk godowy. Potem dołączyły do niego inne okrzyki radości. Kivi i Harriet pisnęły i złapały mnie za ręce. Zaśmiałam się.
- Trzymaj się świecie, nadchodzimy!
- Żegnajcie obskurne domki! - zafturowała mi Harriet.
- I obrzydliwe obiady! - dołączyła Kivi.
- I wieczne rozkazy! - zawołała basem wykolczykowana emo.
- I ciszę nocną! - pisnęła mała dziewczynka w koku.
- Której i tak nikt nie przestrzega. - spocony chłopak w grubej zimowej kurtce przewrócił oczami. Odpowiedziała mu salwa śmiechu.
Wszyscy zaczęli wstawać z miejsc i zakładając kurtki, ruszać do wyjścia. Złapałam płaszcz i ostatni raz pisnęłam radośnie, ściskając ręce przyjaciółek. Nie miałam głowy żeby zamęczać się wyrzutami sumienia akurat teraz. Powinnam zrobić sobie przerwę od nękania się myślami z grupy "co ja właściwie robię ze swoim życiem".
- Widzimy się jutro? - dałam każdej buziaka w policzek.
- Odpada. Musze skompletować strój na wyjście i zostałam zaproszona na imprezę do jedynki. - zaśmiała się Kivi.
- Wszystkie zostałyśmy. - poprawiła ją Harriet.
- Ty i tak nie idziesz - wzruszyła ramionami - bo biegasz za Alexem.
Harriet zacisnęła wargi i skrzyżowała ramiona.
- Jeżeli też tam będzie to idę z tobą - zwróciła do mnie twarz. - A ty?
- Na wieczór jestem umówiona z Ethanem - włożyłam ręce do kieszeni. - Zapytam się go czy chce iść.
- No nieważne - Harriet wzięła Kivi po rękę. - Buźka.
Ruszyłam powoli w stronę drzwi, kiedy poczułam chłodną dłoń ściskającą moją. Ethan uśmiechnął się promiennie.
- Kumpel pożyczył mi rękawiczki.
- Alex? Słyszałam, że on też mówił ci, że to dobry pomysł. Ale ty oczywiście nie mogłeś nas posłuchać od razu.
Splótł palce z moimi i przyciągną mnie blisko, nic nie mówiąc. Po wyjściu w nasze twarze uderzył powiew świeżego, przesiąkniętego deszczem powietrza. Ethan skoczył z werandy na trawę, ciągnąc mnie za sobą, przepuszczając resztę osób. Oplótł ręce wokół mojej talii i pocałował w policzek.
- Mówiłem, że będzie dobrze! Niedługo będziemy przechadzać się po gorących hawajskich plażach - oczy mu się śmiały. Rozczochrałam jego krótkie, blond włosy i pociągnęłam go w stronę domków.
- Popijając drinki z palemką i całe dnie całując się na plaży - dokończyłam - a teraz chodź bo zimno.
Ruszyliśmy za rękę ubłoconą ścieżką. Spojrzałam na rozchodzących się ludzi. W tłumie dostrzegłam wysokiego chłopaka z blond włosami do ramion, który wpatrywał się we mnie ze smutkiem. Joshua. Odwróciłam wzrok. Nie było mowy o jakichkolwiek wyrzutach sumienia. Nie, kiedy wszystko układało się tak dobrze.

http%3A%2F%2F36.media.tumblr.com%2F6d4e668272dbe996b254aa0bebbb05a3%2Ftumblr_ngyjb8ERrq1tan5dpo1_500.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  •  
     
    Echo - śliczne imię, takie głębokie, a zarazem płytkie jak rzeka. Fabuła twojego opowiadania wciąga jak taka rzeka, nie wiadomo kiedy i jak ten strumyczek porywa głazy i przecina góry. Muszę szczerze przyznać, że masz bardzo przyjemny styl pisania, nie pomijasz opisów, co się bardzo chwali, oraz lekkość opowiadania sprawia, że czytelnik nie męczy się z każdym kolejnym rozdziałem. Widziałam parę literówek, ale każdemu może się zdarzyć :D Co do fabuły, początek kojarzył mi się z igrzyskami śmierci, ale teraz kojarzy mi się z inną książką, której tytułu nie pamiętam. Podoba mi się, że to główna bohaterka jest tą "złą", szpiegiem, to, jak ukazujesz jej wątpliwości, wahanie, lęk. Moje klimaty. No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział :D