• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Po upojnej nocy spędzonej na oglądaniu kolejnego odcinka "Gry o tron" w towarzystwie chłopaka i ratowaniu przyjaciółki, która w środku nocy wbiła do domku zlana w trupa, byłam wycieńczona. Nie dość, że jedyną rzeczą jaką można robić w nocy z osobą płci przeciwnej leżąc na tym samym łóżku, to oczywiście wyzywanie bohaterów serialu od jełopów, a potem śmianie się jak dwa konie, to jeszcze trzeba tą sielankę przerwać, żeby koleżanka mogła, zabijając cię odorem alkoholu, opowiedzieć o tym jak to się całowała.
- Co tam się do cholery działo?! - pomogłam Kivi doprowadzić Harriet do kanapy. Obcisła sukienka zadarła się jej do góry odsłaniając majtki, a szpilki pokrywała warstwa błota. Śmierdziało od niej tanim winem i wodą kolońską. Cały makijaż spływał jej z twarzy razem ze łzami. Pewnie zwróciła na siebie uwagę nie jednego zboczonego kolesia.
- Chlała na umór! Nie chciała mnie słuchać! - usprawiedliwiała się Kivi.
- Całowałam się z nim! - krzyknęła Harriet dumna z siebie, co chwila przeczesującą włosy ręką - Słyszysz?! Całowałam się z nim! - opadła na kanapę w spazmatycznym śmiechu. Zataczała się, ściskając brzuch i plując na wszystkie strony. Samo patrzenie na nią sprawiało, że coś we mnie wrzało. Jakby nie można było w spokoju spędzić czasu ze swoim kochanym, aczkolwiek przewrażliwionym chłopakiem, tylko co chwilę ratować komuś dupę!
- Kivi może potwierdzić! - wskazała na nią palcem: - Widziała jak się z nim CAŁOWAŁAM!
- Ethan!! - zignorowałam ją.
Odpowiedziała mi cisza. Podeszłam do drzwi i uderzyłam w nie pięścią.
- ETHAN!!!
Zza drzwi wyjrzała jego głowa, patrząc się to na mnie to na Harriet.
- Mam zatrzymać?
- Do diabła z serialem, masz tu przyjść!!!
Popchnęłam Harriet, która próbowała wstać, na poduszkę, a ta zalała się jeszcze większymi łzami i śmiechem.
- Ale kazałaś mi nie wchodzić - Ethan stał w progu wpatrując się w tę kupkę nieszczęścia. Czy on nie mógł raz na jakiś czas zacząć myśleć?!
- A może jednak się na coś przydasz i nam pomożesz?! - warknęłam, mocząc ścierkę w zimnej wodzie. Zamiast tego podszedł do Kivi i nadal wpatrując się w Harriet, nachylił do jej ucha
- To tak wyglądam jak się upije? - przekrzywił głowę i wskazał na nią ręką. Miałam ochote wyrwać mu te jego blond kudły.
- Dokładnie tak! A teraz pomóż mi ją uspokoić! - popchnęłam go w stronę kanapy. Drzwi od pokoju Madeleine otwarły się lekko. Głowa z burzą ziemistych loków wyjrzała na zewnątrz, a wraz z nią Lee i Sophie.
- Wynocha! - zdążyłam krzyknąć zanim któreś z nich zdążyło się odezwać. Spojrzałam się na nich błagalnym wzrokiem. Nie chciałam żeby oglądali ją w takim stanie.
- Proszę...
Lee położył dłoń na ramieniu Madeleine i wciągnął ją z powrotem do środka. Sophie zmierzyła mnie wzrokiem. Spodziewałam się jakiegoś złośliwego komentarza.
- Pomóc wam? - jej wyraz twarz był zaskakująco łagodny.
- Damy sobie radę - odparłam - ale dziękuje.
- Jakby coś, jestem obok - uśmiechnęła się zatroskana.
- Jasne - odpowiedziałam bladym uśmiechem. Spojrzałam się w stronę kanapy. Płacz magicznym sposobem ucichł. Ethan siedział przy Harriet i gładził ją po głowie chłodną ręką, szepczą przy tym coś. Dziewczyna miała przymknięte oczy, a wargi jej drżały. Zrobiło mi się ciepło. Ethan działał tak na wszystkich, mimo zewnętrznego chłodu był najcieplejszą osobą jaką znałam. Jego chłodne ręce idealnie przydawały się do ukojenia bólu. Tylko on sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Zawsze wydawało mu się, że potrafi tylko krzywdzić ludzi. Podeszłam do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Harriet mruknęła coś ostatni raz i odetchnęła spokojnie.
- Zasnęła - szepnął.
Kivi, która przez cały czas stała w rogu, podeszła i z troską przyjrzała się dziewczynie.
- Nie wiem co w nią wstąpiło... Próbowałam jej to wybić z głowy, ale mnie nie słuchała... - w jej oczach zakręciły się łzy. - To już kolejny raz...
Złapałam jej rękę.
- Nic się nie stało - pocieszyłam ją chociaż sama w to nie wierzyłam. Harriet od dłuższego czasu tak się zachowywała. Najpierw Alex, potem imprezy co równa się alkohol i fajki, a potem było już coraz gorzej. Gdyby nie była tak wątłego zdrowia pewnie w ogóle by mnie to nie obeszło. Problemem były głosy, które słyszała w głowie, to przez nie tak marnie się czuła. Zmarli zadręczali ją tak strasznie, że musiała pójść do psychologa, który pomógł jej nad tym panować. Niestety nadal czasami nie mogła przez nie spać.
Kivi ścisnęła moją rękę i uśmiechnęła się blado. Po policzkach popłynęły jej łzy, które od razu starła.
- Dziękuje - spojrzała na Ethana.
- Drobiazg - wzruszył ramionami.
Westchnęła i potrząsnęła głową, przywracając się do porządku.
- Ja tu zostanę, a wy idźcie spać.
- Ale...
Posłała mi gniewne spojrzenie, a potem wymownie spojrzała na Ethana i puściła do mnie oko.
- Idźcie, ja się nią zajmę  - wepchnęła nas do mojego pokoju i zatrzasnęła drzwi. W mroku świecił się jedynie ekran laptopa. Przeczesałam włosy ręką i westchnęłam.
- Będzie z nią dobrze, tylko się upiła.  
- Nie o to się martwię - usiadłam na łóżku i opatuliłam cienką kołdrą - tylko o jej relację z Alexem.
- A co w niej złego? Tylko się spotykają.
- Nie widzisz?! Przez niego się tak zachowuje! Wcześniej taka nie była...
Ethan usiadł obok mnie i otoczył mnie ramieniem.
- Jest mądra, przejdzie jej - szepnął.
- Musisz zawsze usprawiedliwiać ludzi? To w dużej mierze jej wina i dobrze o tym wiesz!
- Całe szczęście, że ty jesteś idealna - przewrócił oczami.
- A ty? Czemu w waszym męskim gronie tylko ty jesteś normalny? - zachichotałam.
- A jestem?
Przewróciłam oczy ze śmiechem.
- No może nie do końca, ale robisz postępy.
- I co w związku z tym?
- Nie potrzebujesz alkoholu żeby się bawić, nie wyzywasz dziewczyn od dziwek i umiesz się ubrać.
Zaśmiał się.
- Powiedzmy, że masz na mnie dobry wpływ miodowa księżniczko... - zbliżył twarz do mojej.
- Czyżby? - spytałam kiedy zamknął mi usta pocałunkiem. Poczułam jak gorąco wylewa mi się w brzuchu. Przyciągnął mnie bliżej i pogładził po plecach. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pogłębiłam pocałunek. Jego usta były lodowato zimne i czułam jak moje stają się takie same. Moje ciało zaczęło dygotać, chociaż starałam się to powstrzymać. W tym momencie oderwał się ode mnie i spojrzał na moje usta z przerażeniem, a potem na swoje ręce. Zacisnął je w pięści. Wiedziałam co to oznacza.
- Przepraszam - wyjąkał, powoli wstając.
- Spokojnie... - wyciągnęłam do niego rękę.
- Nie... Ja... Ja naprawdę nie mogę tak dłużej. Sama widzisz jak jest - westchnął i położył ręce na skroniach - To bez sensu, tylko cię krzywdzę! - bładził po ścianach przerażonym wzrokiem. Złapałam jego rękę.
- Uspokój się...
- NIE! - wyrwał się z uścisku. Otworzyłam szeroko oczy i zacisnęłam wargi.
- Ethan... proszę... - wyjąkałam ze łzami w oczach.
- Nie rozumiesz!? To nie jest normalne! Nie mogę cię dotykać! Nie chcę! Przeze mnie jesteś taka lodowata! - złapał za klamkę. Poderwałam się z miejsca i wbiłam w niego wściekły wzrok.
- A może po prostu się boisz?!
Otworzył usta i poruszył nimi jak ryba, jakby chciał coś powiedzieć.
- Nie możesz tak się zachowywać przez cały czas! Ogarnij się wreszcie! Chcę mieć mojego chłopaka przy mnie, a nie tylko na papierze!
- Echo... - patrzył się ma mnie przerażony moim gniewem.
- Nie echuj mi tutaj! - złapałam go za rękę. Moje ciało przeszedł lodowaty prąd. Miliony szpilek wbijało się w moją skórę, od palców dłoni aż po te u stóp. Pisnęłam i puściłam jego rękę. Nigdy wcześniej nie był taki lodowaty. Patrzyłam się w jego przerażone oczy, które wołały o przebaczenie. Co się z nim działo? Co się z nami działo?
- Przepraszam cię - szepnął. - Nie powinnaś się do mnie zbliżać. I ja do ciebie też nie. Po prostu dajmy sobie ze sobą spokój.
Naciągnął rękaw bluzy, zakrywając dłoń. Serce waliło mi jak oszalałe, a oczy piekły i robiły się wilgotne. Pierwsza łza spłynęła mi po policzku. Zawsze robił takie szopki, ale to co powiedział teraz rozerwało mnie na pół. Czy on chciał mnie zostawić?! Teraz?! Kiedy go tak strasznie potrzebowałam! Kiedy przyczyniałam się do nieszczęścia jakie spotka ich wszystkich kiedy powiem o jedno słowo za dużo! Teraz kiedy potrzebowałam bliskości tego cholernego sangwinika, niepoprawnego optymisty, który muchy by nie skrzywdził, tego którego nie denerwowały moje humory! Nie miałam zamiaru patrzeć jak odchodzi przez swój strach! Uchylił drzwi, wąski promień światła oświetlił moją zapłakaną twarz. Gdyby nie odwrócił się do mnie ostatni raz pewnie nawet nie przeszłoby mu przez myśl, że ta suka potrafi płakać. I to z jego powodu.
- Na bogów - szepnął zatroskany, jego mina wyrażała więcej niż pudełko Rafaello - ale nie... ale nie płacz...
- Jesteś tchórzem! - syknęłam. Nie potrafiłam już zapanować nad słonymi łzami.
- Wiem, wiem, że jestem - przytaknął natychmiast i ujął moją twarz w dłonie. Były zimne, ale nie tak lodowate tak jak wcześniej. A może tylko mi się tak wydawało.
-Ale na bogów, księżniczko, nie płacz proszę.
Złapałam jego dłonie i ścisnęłam je mocno, żeby nie mógł ich zabrać. Spoglądałam na własne stopy i połykałam gorzkie łzy, pociągając przy tym nosem.
- Królewno... - szeptał błagalnie.
Uniosłam wzrok i spojrzałam w jego zatroskane oczy. Wyglądał tak słodko, mogłabym patrzeć się na niego godzinami. Wyczekiwał aż coś powiem, wywiercając mi dziurę w głowie. Pierwszy raz widział mnie we łzach i musiało go to okropnie przestraszyć. Właśnie o to mi chodziło.
- Ładnie to tak doprowadzać damę do płaczu? - zapytałam, unosząc kąciki ust w uśmiechu.
Westchnął z ulgą, przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Wtulił twarz w moje włosy, aż poczułam zimny oddech na karku. Kolejny raz zatrzymałam go przy sobie zwykłym teatrzykiem. Czułam się podle kiedy on robił dla mnie wszystko, a ja odpłacałam mu się zwykłym egoizmem.
- Zrobiłbym dla ciebie koktail owocowy - szepnął. Miałam ochotę znowu się rozpłakać, ale to mogłoby jedynie zszargać moją opinię "tej zimnej".
- Truskawkowy?
- Jaki tylko byś sobie wymarzyła.
- A ja dla ciebie jagodowy - w końcu jagody to jego ulubione owoce. A koktail owocowy to alternatywa dla miłości. Uznaliśmy, że robienie koktailu dla drugiej osoby to idealne odzwierciedlenie młodzieńczej miłości. Która nigdy nie jest ani prawdziwa, ani wieczna. "Kocham cię" to w końcu tylko zwykłe zdanie, a robienie koktailu jest bliższe pokazaniu drugiej osobie tej właśnie miłości. Staliśmy tam więc, przytuleni, dobre pół godziny, wyznając sobie uczucia pod postacią zmielonych na miazgę owoców.

anime-black-and-white-grunge-hug-Favim.com-1963177.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    "- Na bogów - szepnął zatroskany, jego mina wyrażała więcej niż pudełko Rafaello - ale nie... ale nie płacz..." w tym fragmencie padłam, nie dość że tekst z rafaello to jeszcze facet każe jej nie płakać, mimo, że parę sekund wcześniej ją żucił. Podobała mi się też końcówka, zabawnie brzmi ostatnie zdanie, tak... klimatycznie... ta już bredzę. Tak, więc zaskakuje mnie fakt, że nie mogą się dotykać, a tu bach i półgodziny spędzają na ckliwych rozmowach spokojnie się obejmując. Dobrze, że Echo nie zamarzła. Mam jeszcze tyle do powiedzenia, ale nie będę zanudzać i jedynie poczekam na następny rozdział. PS kocham mężczyzn związanych z lodem śniegiem itp.
     
  •  
     
     
  •  
     
    Masz świetny styl! pisz dalej i próbuj wydać!