• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
UWAGA: przed przeczytaniem pragnę zauważyć, że jest to opowiadanie CZYSTO fanowskie. Wszystkie fakty historyczne są MOCNO naciągane, więc proszę traktować je z przymrużeniem oka. ;3

~~~

„Nie obchodzi mnie co będziesz o mnie myśleć. Ja nigdy nie przestanę cię lubić, Liciu.”

Jego głos dudnił w mojej głowie, nie mogłem się na niczym skupić. Mimo, że przywykłem do tego, że już go ze mną nie ma, nie potrafiłem przestać o nim myśleć. Czemu nie mogłem się tak po prostu pozbierać?!  Byliśmy tak blisko, a przez te...

„ROZBIORY!”

Znowu ten sam głos.

„Czaisz koleś?! Liciu, oni chcą mnie totalnie całego zagarnąć!”

Pamiętam, że rozmawialiśmy wtedy przez telefon. To był rok…  nie pamiętam  który…  ale na pewno po pierwszym rozbiorze. Wtedy dowiedziałem się co dzieje się dookoła. Jego głos drżał mimo, że starał się to ukryć. Bał się.

„Całe szczęście, że nie mają ze mną generalnie, żadnych szans!”

Nie okazywał tego, bo był zbyt dumny. A ja nie mogłem nic zrobić. Potem, nie pamiętam, kiedy, przestał dzwonić. Byłem zbyt pochłonięty pracą, więc tego nie zauważałem. Dopiero po jakimś czasie przypomniałem sobie, że dawno nie rozmawialiśmy, więc zadzwoniłem. Czekałem, aż usłyszę w słuchawce wesoły głos z pytaniem jak tam mi się żyje, i kiedy będziemy mogli się spotkać, żeby zagrać w szachy.  Odpowiedziało mi jedynie przeciągłe piknięcie. Wtedy coś we mnie drgnęło, chociaż starałem się temu zaprzeczyć. To nie możliwe, żeby najgorsze sny okazały się prawdą. Polska zbyt dzielnie walczył, żeby teraz dać się zniszczyć. Nie oddałby swojego kraju tak po prostu. To niemożliwe, żeby coś mu się stało. Niestety, jak to mówią, nadzieja matką głupich.
- Panie Rosjo, zauważyliśmy, że nie dostawał Pan ostatnio żadnych listów ani dokumentów od Polski.
Staliśmy razem z Estonią i Łotwą, z wyczekiwaniem wpatrując się w naszego Pana. Jego wyraz twarzy był bardzo beztroski. Poprawił szalik i roześmiał się gromko.
- Jeszcze nie słyszeliście? - uniósł poszarzałą mapę, którą trzymał w rękach - Tego państwa już nie ma. Zniknęło z mapy. Zagarnęliśmy je całe!
Odwrócił się na pięcie i mrucząc skoczną piosenkę odszedł. Dotarły do mnie jeszcze ostatnie, ciche słowa:
- Nareszcie pozbyliśmy się tego natręta. Już nigdy nie będę musiał się z nim użerać.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Feliks…  Poczułem jak oczy zaczynają mnie piec, a serce podeszło do gardła. To niemożliwe…  Polski już nie ma? Zniknął? Wyparował? Tak…  bez słowa? Książki, które trzymałem na rękach zaczęły być okropnie ciężkie. Ostatni raz rozmawialiśmy parę miesięcy temu. Miesięcy! Jak mogłem tak  głupio o nim zapomnieć?! Już wtedy było z nim bardzo źle, ale przecież ustanowił Konstytucję… Wydawało się, że wszystko będzie lepiej, a tym czasem były to tylko płonne nadzieje. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu.
- Litwo… - Estonia patrzył na mnie ze smutkiem - Wszystko dobrze?
Odetchnąłem ciężko i odwróciłem w jego stronę. Ścisnąłem książkę najmocniej jak mogłem, wyobrażając sobie, że trzymam w ramionach samego Polskę, tak, że krew odpłynęła mi z palców.
- Oczywiście - zaśmiałem się. - Czemu miałoby być źle?
- Byliście przyjaciółmi…
Byliśmy? To już nie jesteśmy? Uśmiechnąłem się szeroko ukazując wszystkie zęby.
- A no tak! Stare dzieje - nie miałem zamiaru obarczać swoim smutkiem też Estonię. Wolałem zachować cały ból dla siebie i zmierzyć się z nim dopiero, kiedy zostanę sam.
Nie mam pojęcia co działo się potem, jedyne co pamiętam to zimno i jego słowa. Na pewno jego. Leżałem wtedy na śniegu, z twarzą schowaną w ramionach, i przeklinałem na Polskę, zapewniając, że ja też chcę zniknąć. Ja też chcę być tam, gdzie on, bo tylko przy nim czułem się jakbym był cokolwiek  wart. Chciałem wykrzyczeć wszystkie uczucia do niego. Wtedy poczułem na sobie czyjś wzrok.

„To może totalnie poczekać aż się znów spotkamy.”€

To był jego głos. Jestem pewien, że to on w tym momencie nade mną stał . Poczułem jak mój policzek gładzi ciepła ręka.

„Żyj dalej, a jak się spotkamy to wszystko mi opowiesz.”€

Od tamtego dnia minęło ponad sto lat. Nadal pamiętam jego złośliwy uśmiech, ciepły głos i lnianą koszulę, którą cerowałem mu za każdym razem, kiedy ją podarł. Jego twarz nie pojawiała się przede mną już tak często, ale nadal nie mogłem się pozbierać. Czekałem. Każdego dnia, każdej nocy, gdzie nie byłem, czekałem. Na mojego drogiego przyjaciela.
***
- Pan przyjechał! - po posiadłości rozniósł się krzyk  Łotwy. Razem z Estonią zbiegliśmy po schodach do ogromnych, drewnianych drzwi wejściowych. Ukraina przebiegła koło nas, potykając się raz po raz o dywan, ze srebrną tacą. Z kuchni dochodził przyjemny zapach przygotowanego wcześniej obiadu. Wyjrzałem przez okno, pod bramę podjechał czarny samochód, hamując gwałtownie. Ze środka wypadł Pan Rosja, naciągając szalik i zatrzasnął z hukiem drzwi. Wyglądał na zdenerwowanego, bo stawiał ogromne kroki na starym, jeszcze nie stopniałym śniegu. Serce podeszło mi do gardła. Jego zachowanie oznaczało ogromne kłopoty. Spojrzałem na Estonię, który miał taki sam wyraz twarzy jak ja. Pana Rosji nie było w domu przez pięć miesięcy, bo miał  dużo spraw do załatwienia w Europie. Niestety, nie udało nam się dowiedzieć dlaczego. Kiedy usłyszeliśmy szuranie ciężkich butów na wycieraczce, otworzyliśmy drzwi. Do środka wpadł rześki, kwietniowy, ciepły powiew wiatru. Pan Rosja miał całą czerwoną twarz i dyszał ciężko. Wyciągnąłem ręce, żeby pomóc mu zdjąć płaszcz. Zamiast tego zmierzył mnie wściekłym wzrokiem i odepchnął, ruszając korytarzem i głośno przeklinając. Ukraina wyszła z kuchni i podeszła do niego, trzymając tacę z porcelanową filiżanką, nad którą unosił się obłok pary.
- Panie Rosjo! Herbata! - przysunęła mu ją pod sam nos. Ten warknął, złapał całą tacę i cisnął nią o ścianę. Odbiła się z łoskotem i upadła na ziemię, filiżanka rozbiła się na milion kawałków, a rozlana herbata ubrudziła drogi dywan.
- Posprzątajcie to! - wrzasnął i ruszył schodami na górę. Rzuciłem się na podłogę, żeby zebrać pozostałości po bogu ducha winnej filiżance. Zachodziłem w głowę co musiało wydarzyć się w Europie, że wrócił  taki wściekły.
- Mam dość tych całych państw Zachodu! I jeszcze ten cholerny Polska włazi ci na głowę! - Pan Rosja kopnął w stolik z kwiatami, który stał na półpiętrze i zniknął za drzwiami. Spojrzałem się w tamtą stronę, a moje serce stanęło. Polska? Czy Pan Rosja właśnie wymówił jego imię? Nie, musiało mi się przesłyszeć. Uszczypnąłem się w ramię, żeby sprawdzić czy to przypadkiem nie sen. Ukraina, klęcząca obok, lustrowała mnie wzrokiem. Podniosłem na nią wzrok, a potem odwróciłem się w stronę Estonii, który także patrzył się na mnie z wyczekiwaniem. Tylko oni wiedzieli jak się czułem po stracie Polski.  To niemożliwe, ale…
- Czy on właśnie? - zwróciłem się do Ukrainy.
Przytaknęła. Kawałki filiżanki wypadły mi z rąk, kiedy zsunąłem się z kolan na tyłek. Wpatrzony we wzorki na dywanie, z trudem łapałem powietrze. On żyje? Polska żyje? Tyle lat czekania i wreszcie wrócił?

„No widzisz Liciu? Generalnie to opłaca się trochę poczekać, co nie?”

Znowu zobaczyłem jego beztroski uśmiech i usłyszałem przyjazny głos. Jak to możliwe, że po tak wielu latach udało mu się znowu powstać? Wolałem jednak nie łudzić się, zanim nie poznam faktów. Wstałem i otrzepałem spodnie z kurzu. Musiałem pójść spytać Pana czy zejdzie na obiad, bo inaczej nie będę mógł dowiedzieć się niczego. Ukraina zaczęła wspinać się po schodach, ale zatrzymałem ją ruchem ręki. Z bijącym sercem ruszyłem w stronę pokoju Pana Rosji. To ja musiałem stawić temu czoła.
***
Po godzinie wszyscy siedzieliśmy przy długim, nakrytym bogatą zastawą, stole. W kominku trzaskał ogień, pożerając kolejne kawałki drewna. Dookoła roznosił się zapach pieczonego mięsa, a Pan Rosja od dłuższego czasu wpatrywał się w swój kieliszek z wódką. Patrzyliśmy się po sobie z niepewnością wypisaną na twarzy i grzebaliśmy widelcami w talerzach. Otworzyłem usta, żeby zacząć konwersację, kiedy przerwał mi Łotwa.
- J-Jak tam spotkanie Panie Rosjo? - wyjąkał. - Nie było Pana bardzo długo.
Podniósł na niego wzrok, przez co mały skulił się i schował ręce pod stół. Jego wyraz twarzy był dość łagodny, ale po dzisiejszych wydarzeniach nikt nie miał odwagi powiedzieć chodźmy jedno słowo.
- Tak. W rzeczy samej, nie było mnie długo - westchnął i przetarł ręką twarz. - Powiem krótko. Jest źle.
Wszyscy utkwili w niego wzrok. Ten sięgnął po kieliszek i w końcu go opróżnił. Westchnął ciężko i wstał z miejsca.
- Nie mam nastroju, żeby się w to zagłębiać. Ujmijmy to tak: świat staje na głowie, żeby posprzątać po wojnie, wszędzie nic tylko protesty, a ten idiota Polska narobił zamieszania i znowu się panoszy.
Zamarłem. Czyli to prawda… Polska żyje…
- Jutro jedziemy złożyć mu wizytę. Muszę zobaczyć to na własne oczy - patrzył się na mnie, a po chwili ruszył do drzwi i zniknął. Siedziałem jak zaklęty, wpatrując się w szklankę z wodą. Myśli wirowały po całym pokoju, tworząc konstelacje ze wszystkich wspólnych wspomnień. Moich i Polski. Myślałem, że nigdy się nie spotkamy, a tymczasem on odrodził się jak feniks z popiołów. Pamiętam dzień, w którym zapewniał mnie, że da z siebie wszystko, niezależnie z czym będzie musiał się zmierzyć.

„Chciałbym, żeby ludzie porównywali mnie do feniksa. To by było totalnie genialne gdybym mógł pokazać im wszystkim, że nadal jestem coś wart, co nie!? Jeszcze kiedyś im pokażę Liciu! Zobaczysz!”

Kiedyś wydawało mi się, że przemawiał przez niego zwykły egoizm, ale teraz pojąłem co tak naprawdę miał na myśli. Chciał  udowodnić, nie przede mną czy kimkolwiek innym, tylko przed samym sobą. To on był tym smutnym i samotnym, nie ja, jak zwykli nazywać mnie inni. Wiecznie odnosiłem wrażenie, że traktuje mnie z góry, a teraz zdałem sobie sprawę, że był jednym z nielicznych państw, które traktowało mnie jak równego sobie. Nawet po zawarciu unii, mimo wielkie potęgi, wydawał się jakiś mizerny. Zrozumiałem, że tak naprawdę przez cały ten czas byłem dla niego oparciem. Beze mnie czuł się słaby i samotny, więc nigdzie nie ruszał się bez mojej asysty. Zawsze, kiedy ktoś śmiał się z jego dziewczęcej fryzury i upodobania do łowickich, kolorowych sukienek, przychodził  i żalił się właśnie mi. Ta sztuczna pewność siebie była jedynie przykrywką dla słabości i strachu przed innymi państwami. A teraz ten przerażony chłopiec po ponad 100 latach niewoli odrodził się jak feniks z popiołów. Tak jak marzył. Teraz ja musiałem tam wrócić i przeprosić za te wszystkie miesiące, przez które on dzielnie walczył, a ja nie miałem o tym pojęcia.
***
Następnego dnia siedziałem na tyłach samochodu Pana Rosji. Uchyliłem okno, żeby wpuścić ciepłe wiosenne powietrze do środka. Czułem coraz intensywniejszy zapach kwitnących łąk, im jechaliśmy dalej na zachód. Zaciskałem dłonie w pięści, bijąc się z myślami. A jeśli on o mnie zapomniał i mnie nie pozna? Co jeżeli ma mi za złe, że go zostawiłem? Ścisnąłem nogawki spodni na kolanach. Po paru godzinach jazdy przy drodze ukazał się znak z białym orłem w koronie, a pod nim widniał napis „Polska” . Wstrzymałem oddech. Polska naprawdę tu jest.  Żyje.  Nadal nie potrafiłem w to uwierzyć. Za znakiem rozciągała się długa, kręta droga z wysokimi, zieleniącymi się drzewami po bokach. Otworzyłem okno na oścież i wychyliłem przez nie głowę, żeby lepiej widzieć.
- Litwo - dopadł mnie chłodny głos Pana Rosji. W jednej chwili opadłem na siedzenie i spojrzałem w jego stronę.
- Ty znasz to miejsce najlepiej. Chciałbym, żebyś zaprowadził mnie gdzieś,  gdzie jest spokojnie, i gdzie moglibyśmy chwilę odpocząć. Taka długa podróż mnie męczy.
- T-Tak, oczywiście… - przytaknąłem. Jedynym miejscem, które przyszło mi wtedy do głowy była łąka, na której niegdyś uwielbialiśmy z Polską spędzać razem czas. Miałem nadzieję, że może go tam spotkam. Może czekał na mnie? Może siedział teraz na ogromnym kamieniu, machając nogami i wygrzewał się na słońcu. Potrafiłem wyobrazić sobie, jak jego jasne włosy, przy każdym powiewie wiatru, zasłaniają mu twarz, a przenikliwe zielone oczy wpatrują się w dal. Widziałem oczami wyobraźni jak karze mi zamknąć oczy, a potem, kiedy je otwieram ma na głowie wianek i paraduje w nim przede mną, machając biodrami jak francuska modelka. Tęskniłem za tymi dniami, kiedy nie musieliśmy martwić się wieloma przyziemnymi sprawami. Mogliśmy spędzać czas razem, opowiadając sobie stare legendy i obserwować gwiazdy każdej nocy. Wpatrywałem się w mijane drzewa, kiedy moją uwagę przykuła ogromna wierzba płacząca. Jej długie gałęzie zwisały aż do ziemi, ale lekko popychane przez wiatr, ukazywały co kryje się za nimi. Ktoś tam stał. Mglista postać zdawała się przywoływać mnie władczym gestem ręki. Nie widziałem dobrze kto to, ale byłem pewien, że muszę tam pójść. Muszę sprawdzić! Muszę się upewnić, czy to na pewno nie jest on!
- Stać! Stop! Zatrzymajcie się!!! -  krzyknąłem, a samochód gwałtownie zahamował. Złapałem za klamkę i otworzyłem drzwi na oścież. Wyskoczyłem na zewnątrz i pędem pobiegłem w stronę wierzby. Za sobą słyszałem wściekłe wrzaski Pana Rosji i pisk Ukrainy. Niestety nie zdołały mnie one zatrzymać. Biegłem, potykając się o kamienie i piaszczyste górki, prosto do wierzby, ale im bliżej niej byłem tym tajemnicza postać stawała się coraz bardziej niewyraźna. Nie może tak być! Nie! Minąłem płaczące, przypominające mnie samego, drzewo i biegłem dalej z nadzieją, że to jednak  on. Po policzku spłynęła mi pierwsza łza. Czemu go tu nie ma?! Zatrzymałem się na środku łąki, która rozciągała się kilometrami za nieszczęsnym drzewem. Krzyknąłem z wściekłości i rozpaczy. Czemu musisz mi to robić teraz?! Chociaż raz nie baw się ze mną w kotka i myszkę! Poczułem ból w ramieniu. Ktoś ściskał moją rękę i wbijał w nią palce. Zwróciłem się w jego stronę, kiedy gorący prąd przeszył mój policzek.
- Jak śmiesz tak uciekać! Nie dobry Litwa! - Pan Rosja trzymał mnie za kołnierz koszuli i wyciągnął rękę, żeby znowu mnie uderzyć. Skuliłem się, żeby uniknąć ciosu, gdy nagle poczułem jak ktoś odciąga mnie do tyłu i upadam na ziemię. Kiedy podniosłem wzrok zobaczyłem wątłą postać stojącą twarzą w twarz z Panem Rosją, trzymając jego rękę w uścisku, chroniąc mnie przy tym przed uderzeniem.
- Totalnie cię nie ogarniam Rosja! Może zabierz się za kogoś swojego pokroju!
Ten głos.
- Jeżeli jeszcze nie wiesz, to generalnie to jest teraz mój teren, co nie?! Nie chcę tu żadnych panoszących się Rosji, czaisz facet?!
Przetarłem oczy ze zdumienia.
- Poza tym, Litwa jest teraz wolny! Nadal nie potrafisz tego przełknąć?! Wojna się skończyła! Totalnie i definitywnie!
Tylko jedna osoba miała tak specyficzny sposób wyrażania się.
- Wynocha koleś! Mam cię dość na najbliższe… na najbliższe zawsze!
Pan Rosja opuścił rękę i spojrzał się w moją stronę. Czy on przez ten cały czas ukrywał to, że jestem wolny i trzymał mnie u siebie? Mierzył mnie wściekłym wzrokiem.  Miałem wrażenie, że zaraz złapie mnie i karze wracać do domu.
- Mam dość problemów. Na nic mi wasza dwójka - warknął i ruszył w stronę samochodu. Przez chwilę poczułem błogi spokój. Ne ma go. Niska postać odwróciła się w moją stronę. Miała krótko ścięte blond włosy, zielone oczy, na nogach wysokie skórzane buty w które wsunięte były czerwone spodnie, a poplamiona krwią koszula nosiła liczne łaty. Jego ręce były okropnie chude i zdawał się niższy i drobniejszy niż wcześniej. Polska zmierzył mnie wzrokiem i obdarzył szerokim uśmiechem.
- Totalnie skopałem mu tyłek, co nie?
Mrugnąłem parę razy. Czy to naprawdę on? Poczułem jak moje oczy robią się wilgotne. Tyle lat czekania i w końcu stoi przede mną… taki sam jak wcześniej.
- Coś taki markotny? - przekrzywił głowę i patrzył na mnie z wyczekiwaniem. Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego słowa. Polska uklęknął przede mną i roześmiał się radośnie. Złapał moje ramiona i przyciągnął do siebie, ściskając tak mocno, jakby nie miał zamiaru już nigdy puścić.
- Ja też się za tobą stęskniłem…
Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Najpierw było ich zaledwie parę, ale potem przerodziły się w prawdziwy strumień. Nigdy nie czułem się tak szczęśliwy jak teraz, trzymając w ramionach mojego najdroższego przyjaciela. Zamknąłem oczy i pozwoliłem łzom płynąć. Nagle usłyszałem, jak Polska pociąga nosem i głośno łapie powietrze. On też płakał?
- T-Tak  strasznie tęskniłem - wyjąkałem przez łzy. - To były aż…
- 123 lata. Liczyłem - odparł, odciągając mnie od siebie. Ściskał moje dłonie i patrzył się na nie czerwonymi od płaczu oczami.  
- Ja straciłem rachubę - przyznałem się, spuszczając wzrok. Dotknął dłonią mojego podbródka i zmusił do podniesienia wzroku. Uśmiech nie znikał z jego twarzy, kiedy nachylił się i złożył na moim czole delikatny pocałunek. Czułem jak ciepło przepływa przez całe moje ciało. Uniosłem jego ręce do swoich ust i je pocałowałem. Zachichotał jak mała dziewczynka. Zmarszczyłem brwi i przybrałem poważny ton.
- Polsko - zacząłem, ale mój głos znów zwiotczał - ja... chciałbym cię...
Nie zdążyłem dokończyć, bo zasłonił mi usta ręką.
- Liciu, teraz totalnie wszystko co się działo nie jest ważne. Korzystajmy z tego co jest teraz - odpowiedział z uśmiechem. - Będziemy się zaje fajnie bawić, no nie? - podskoczył i stanął na nogi, pociągając mnie za sobą. Kiedy staliśmy twarzą w twarz, żeby na niego spojrzeć musiałem schylić głowę, a on zadrzeć ją wysoko. Wykrzywił usta w grymasie.
- Nadal jestem od ciebie niższy. Totalnie niesprawiedliwe - stanął na palcach, a jego oczy sięgnęły mojego nosa. Zaśmiałem się. Zawsze robił mi o to wyrzuty i czasami kazał chodzić na kolanach, żeby mógł poczuć się wyższy.
Nadal mocno trzymał moją rękę, kiedy ruszyliśmy na łąkę. Patrzyłem na jego blond włosy i dziewczęcy chód, ale nie widziałem w nim już ciapowatego, słabego chłopaczka, ale najlepszego, lekko ekscentrycznego przyjaciela.
- Nauczyłem się robić totalnie świetne wianki! Chcesz to pokażę ci jak! - zakrzyknął radośnie i nachylił się, żeby zerwać małą stokrotkę. Uśmiechnąłem się, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały i przytaknąłem. Po chwili zwróciłem uwagę na jego koszulę.
- Jesteś cały we krwi…
- A, to? – powiedział, nadal zrywając kwiatki. – Stare, nie miałem czasu wyprać.
Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się do góry. Po tylu latach, przez tą jedną, krótką chwilę, znów mogło być jak dawniej.

http3A2F2F40.media.tumblr (1).jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego