• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Siedziałam przy drzwiach z założonymi nogami i książką na kolanach. W pokoju roznosił się zapach kawy i środków do czyszczenia okien. Kivi miała fioła na punkcie czystości i po skończeniu porządków w swoim domku, zabrała się za nasz. Harriet raz po raz jęczała żebyśmy byli cicho, bo boli ją głowa, kiedy Madeleine razem z Sophie prowadziły wykład na temat szkodliwych skutków picia alkoholu. Ethan opierał się o ścianę i puszczał na cały regulator piosenki Lao Che. Lee co chwila zaglądał mi przez ramię i patrzył co czytam. Pozostawanie bierną na to co działo się dookoła, po dłuższym czasie, doprowadzało mnie do wściekłości. Zamknęłam książkę z hukiem i wepchnęłam ją w ręce Lee, który już chyba od dłuższego czasu miał na nią ochotę.
- Umiera na końcu - warknęłam, żeby nie miał żadnej satysfakcji z czytania. Wstałam, żeby rozciągnąć nogi. Nie mogłam przez dłuższy czas siedzieć w miejscu, szczególnie, kiedy dzień miał być tak ekscytujący, a wszyscy zachowywali się jakby mieli to w głębokim poważaniu. Przeszłam się po pokoju, kiedy zimne ręce przyciągnęły mnie do siebie, ściskając mój brzuch. Przytuliły mnie mocno i zaczęły bujać się razem ze mną do muzyki. Pachniało od niego gumą miętową i rozgrzewającym kremem do rąk, który dostał ode mnie, gdyż żywiłam złudną nadzieję, że może jakoś pomóc. Mimo, że nie wykazywał takich właściwości Ethan codziennie smarował sobie nim ręce. Jego zachowanie przyprawiało mnie o motylki w brzuchu. Okręcił mnie dookoła i odchylił do tyłu. Nagle poczułam przeszywający ból w kostce i runęłam jak długa pociągając Ethana za sobą. Pisnęłam ze strachu, kiedy uderzyłam plecami o podłogę i jęknęłam z bólu. Ethan leżał na mnie i zanosił się od śmiechu.
- Kompletnie nie umiesz tańczyć.
Prychnęłam i zepchnęłam go z siebie. Zamiast tego złapał mnie mocno w pasie i przetoczył na plecy tak, że teraz ja leżałam na nim. Starałam się wyrwać z uścisku. Kivi stała nad nami i lustrowała go wzrokiem.
- Wczoraj z nią zerwałeś, a teraz przytulasz i nie dajesz jej wstać? Jesteś niepoważny. Wzruszył ramionami i rozłożył ręce na boki.
Zsunęłam się z jego brzucha i usiadłam po turecku na podłodze.
- Wczoraj rozważałam czy nie interweniować w waszą kłótnię. Musiałeś ją nieźle wkurzyć, bo darła się jakby ją ze skóry obdzierali.
Wymieniliśmy z Ethanem spojrzenia i wybuchnęliśmy śmiechem, zataczając się po podłodze. Nie miałam pojęcia, że tak to wyglądało z zewnątrz. Musiałam chyba naprawdę mocno się zdenerwować, gdyż Kivi  interweniowała jedynie wtedy, gdy bała się o życie Ethana. Patrzyła to na mnie to na niego z tępym wyrazem twarzy.
- Oboje jesteście niepoważni - wymamrotała i odsunęła się na bezpieczną odległość. Ethan podskoczył i stanął na nogi, a potem wyciągnął do mnie rękę, żeby pomóc mi wstać. Przypomniało mi to nasze pierwsze spotkanie. Każdej zimy nasz obóz wylewał na plac wodę, która potem zamarzała i tworzyła prymitywne lodowisko. To był mój trzeci rok w obozie i poszłam tam jedynie ze względu na swoją wieczną rządzę uwagi ze strony innych. Nie przeszkadzało mi to, że kompletnie nie umiałam jeździć na łyżwach. Dopiero potem, kiedy leżałam jak długa na lodzie z rozdartymi spodniami i krwawiącym kolanem, zrozumiałam swój błąd. Wszyscy przejeżdżali obok, nie zwracając na mnie uwagi, kiedy usłyszałam ciepły głos.
- Żyjesz?
Podniosłam głowę. Stał nade mną chłopak mojego wzrostu o blond włosach i przenikliwie niebieskich oczach, miał na sobie letnie szorty i koszulkę z krótkim rękawem. Uśmiechał się szeroko i wyciągał do mnie rękę. Wyglądał jak typowy dziwak. W końcu kto normalny chodzi w letnim stroju zimą? Przez chwilę miałam ochotę odtrącić jego rękę. Zmarszczyłam brwi i oceniłam sytuację. Osobnik nie wydawał się groźny. Pozwoliłam mu sobie pomóc. Nie zdawałam sobie przecież wtedy sprawy, że chłopak, który życzliwie sprowadzał potarganą 9-latkę z lodowiska, miał zostać jednym z najpopularniejszych dziwaków w obozie.
- Wstajesz czy będziesz tak siedzieć? - poirytowany głos wyrzucił mnie ze świata wspomnień. Ta sama twarz, tyle, że o wiele dojrzalszych rysach wpatrywała się we mnie z wyczekiwaniem. Przebierał palcami i tupał nogą jak zdenerwowana dziewczynka. Usta wygięły się w szerokim uśmiechu. Jednak nic się nie zmienił. Podparta rękami o podłogę, podniosłam się bez jego pomocy. Jęknął przeciągle.
- Czy nawet raz nie możesz pozwolić mi poczuć się jak mężczyzna?
- A wątpisz w to, że nim jesteś?
- Co? - zakrztusił się i wybałuszył oczy - Nie!
- Więc nie muszę ci na nic pozwalać  - wzruszyłam ramionami. Podeszłam do Harriet i dołączyłam do wykładu Sophie i Madeleine, raz po raz rzucając Ethanowi kpiące uśmiechy.

***
Stałam na ganku, opierając się o balustradę i pocierając dłonie żeby się rozgrzać. Było parę minut po 20.00 i powoli robiło się chłodno. Duszący zapach środku na komary unosił się dookoła, a w bucie utknął mi mały kamyczek. Tupnęłam nogą i nadęłam policzki. Powinni już dawno przyjść. Harriet, Kivi i Ethan poszli do swojego domku, żeby się przebrać i obiecali, że wrócą szybko. Tymczasem nie było ich dobrą godzinę, a ja zdążyłam umyć włosy, przebrać się co najmniej trzy razy i wyryć na balustradzie napis "space". Przez ostatnie parę godzin mój brzuch nieprzerwanie ćwiczył gimnastykę artystyczną. Skakał, wił się, rozbił szpagaty i gwiazdy, co skutkowało tym, że co chwila musiałam biegać do toalety. Kiedy przestałam mieć czym wymiotować, brzuch przestał mi dokuczać, ale na jego miejsce wpadło serce i zaczęło tańczyć kankana, wywijając zwiewną sukienką. Musiało się ze mnie nieźle śmiać, bo sprawiałam przez nie wrażenie jakbym miała czkawkę. Kamyczek zaczął mi okropnie dokuczać. Toczył się z jednej strony buta na drugą, wbijając się w moją stopę. Wszystkie te bodźce sprawiały, że byłam coraz bardziej zdenerwowana, przebierałam nogami i uderzałam palcami o balustradę. Jeżeli się spóźnimy to nie będzie moja wina. W końcu nie wytrzymałam, usiadałam na brudnych deskach werandy i zdjęłam kalosza z nogi. Wstrząsnęłam nim parę razy, aż mały winowajca wypadł i potoczył się, a potem wpadł w szczelinę i zniknął.
- Ehm... - ktoś nad moją głową chrząknął nerwowo. - Echo, dobrze się czujesz?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam Harriet, Kivi i Ethana, którzy stali ze wzrokiem wbitym we mnie i buta, którego trzymałam na wysokości oczu. Musiałam wyglądać naprawdę komicznie. Opuściłam go szybko i wcisnęłam na nogę, poprawiłam włosy, zrobiąc minę jakby to właśnie oni machali swoimi butami na wszystkie strony.
- Oczywiście, że tak. Co to w ogóle za pytanie? - prychnęłam. Popatrzyli na siebie nawzajem, Harriet wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.
- W takim razie przestań tarzać się po ziemi i chodź, bo się spóźnimy.
Przeklęłam pod nosem i podniosłam się z desek. Otrzepałam spodnie z piachu i ruszyłam za nimi.
- Fajna kurtka - Ethan szturchnął mnie łokciem. Spuściłam wzrok, żeby się jej przyjrzeć. Była to trochę za duża wojskowa kurtka khaki bez zapięcia. Musiałam podwinąć rękawy do łokci, żeby czuć się w niej wygodnie. Wcześniej należała do Ethana, ale w niej nie chodził, bo uważał, że jest zbyt damska, więc mi ją oddał.
- Nie łudź się, że pozwolę ci ją kiedykolwiek założyć. Przywiązałam się do niej.
Zaśmiał się, a ja złapałam go pod ramię i przyspieszyliśmy kroku, idąc w stronę muru w starej części obozu.

***

Przy wyrwie w dziurze stało już sporo osób. Słychać było szmer rozmów i podniecenia. Stanęliśmy z boku, żeby nie zbliżać się zbytnio do reszty, opatulając się szczelnie swetrami i kurtkami. Jak na letni wieczór było dość chłodno. Kivi przebierała nogami w adidasach, co chwila sprawdzając czy ich nie ubrudziła. Mówiłam jej, żeby założyła kalosze, ale uparła się, że jeżeli w Oazie będą przystojni chłopcy, to nie może pokazać im się w prymitywnym obuwiu. Czasami odnosiłam wrażenie, że kiedy Bóg rozdawał rozumy, ona stała w kolejce po ładne włosy. Harriet wyglądała po Alexa, co chwila poprawiając włosy i smarując usta pomadką, jakby miała zamiar się z nim całować. Ethan stanął za mną i objął mnie rękami w pasie. W tłumie dostrzegłam Lee i Sophie, którzy przyszli wcześniej, bo nie mieli zamiaru czekać, aż reszta łaskawie się wyszykuje. Pomachałam im, kiedy odwrócili się w naszą stronę. Po chwili dołączył do nas Alex i staliśmy całą grupką w kompletnej ciszy. Po paru minutach szeptane rozmowy przerodziły się w całkiem śmiałe i głośniejsze. Stanęłam na palcach, żeby zobaczyć co dzieje się przy murze, niestety bezskutecznie. Widziałam jedynie czubek głowy kogoś stojącego przy wyrwie. Kolejny szmer przeszedł przez tłum. Chłopak z blond lokami, stojący przed nami, odwrócił się w naszą stronę.
- Wychodzimy. Macie nie oddalać się od grupy i być cicho. Podaj dalej.
Poczułam gulę w gardle. Zaczęło się. Tłum przed nami zaczął się przerzedzać. Kiedy przyszła moja kolej, żeby przejść, złapałam mocno druty wystające z betonu i przeskoczyłam, zgrabnie lądując po drugiej stronie. Poczułam jak moje kalosze zagłębiają się w czymś błotnistym. Rozejrzałam się dookoła, wszyscy patrzyli na drzewa i wygadali na tak samo zafascynowanych jak ja. Oddetchnęłam głośno. Mimo, że zapach był taki sam, powietrze smakowało o wiele inaczej. Świeżej. Drzewa pięły się wysoko, a na jednej gałęzi usiadła sójka i przypatrywała się nam bez cienia strachu. Pierwszy raz opuściłam obóz i mimo, że las wyglądał pusto i groźnie, czułam się tutaj naprawdę bezpiecznie. Złapałam Kivi i Ethana pod rękę, podążając za grupą w gęsty las, który zdawał się być najpiękniejszym miejscem na ziemi.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego