• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1585 dni
 
soundsoftheworld
 
Kolejne przygody naszej boskiej parki Alicji i Oskara. Krótkie i bez większego pomysłu. Kompletnie nie wiedziałam co napisać. Uwaga: występują przekleństwa i oblegi (NIE, NIE POTRAFIŁAM ICH OMINĄĆ) i życzę miłej lektury.

~~~

- CHOLERA JASNA!!! - po mieszkaniu rozniósł się rozrywający bębenki krzyk rozpaczy i frustracji. Drzwi od łazienki były szczelnie zamknięte. Przyłożyłem do nich ucho i zapukałem najdelikatniej jak umiałem.
- Wszystko w porządku, Alicjo?
- Nic nie jest w porządku! - odpowiedź doleciała do mych uszu prawie natychmiast. - Zacięłam się tą przeklętą żyletką!!!
Westchnąłem ciężko. Inaczej wyobrażałem sobie noc u Boskiej Alicji. Liczyłem na słodki wieczór, przy dobrym filmie. Najlepiej horrorze. Otuliłbym ją ramieniem gdyby się bała, wtuliłaby twarz w moją bluzę, a potem podniosła wzrok i...
- KURWA MAĆ!!!
Westchnąłem. Nie miałem na co liczyć. Prędzej to ja uciekłbym z pokoju z wrzaskiem na widok nawiedzonej dziewczynki wychodzącej z telewizora, a ona naśmiewałaby się ze mnie przez kolejną godzinę. Oczywiście gdyby nie skończyło się na oglądaniu tych dziwnych japońskich bajek. Zapukałem po raz kolejny.
- Przynieść ci plaster?
Drzwi otwarły się z hukiem. W progu stała Alicja w samej bieliźnie i krwawiącą nogą. Mokre włosy opadały jej na ramiona, a usta wykrzywiły się w grymasie. Zamrugałem parę razy. Mimo, że zdażyło mi się widzieć ją w takim stanie już wiele razy, nadal nie potrafiłem tak po prostu się na nią nie gapić. To był kolejny weekend, kiedy pozwoliła mi zostać u siebie w domu, bo nie uśmiechało mi się gnanie z Krakowa do Warszawy na marne dwa dni, ani zostawanie w internacie pośród innych krakowskich słoików.
- Nie fatyguj się. Sama to zrobię - mruknęła i ruszyła korytarzem, zostawiając na podłodze mokre ślady. Mimo woli podążyłem za nią. W końcu nie codziennie dane mi było widzieć seksowną dziewczynę w samej bieliźnie, która na dodatek nic sobie z tego nie robiła. Stała w kuchni i grzebała ręką w plastikowym koszyku z lekami. Wyciągnęła mały plaster i podskoczyła, siadając na blacie. Stanąłem na jego drugim końcu i postukałem nerwowo palcami w deskę do krojenia.
- Ktoś do ciebie dzwonił.
Podniosła wzrok i na ślepo przylepiła plaster do nadal krwawiącej rany. Podeszła do komody i złapała swój telefon.
- Kiedy?
- Niedawno. Parę minut temu.
Zmarszczyła brwi, postukała palcami w ekran i przyłożyła telefon do ucha.
- Co jest? - zapytała do słuchawki.
Cisza.
- Gdzie jesteś?
Cisza. Złapała spodnie i zaczęła je zakładać, przytrzymując telefon ramieniem.
- Nie, tylko mój przyjaciel.
Przyjaciel? Poczułem miłe ciepło w klatce piersiowej.
- Tak. No jasne, że możesz. Wbijaj. Ojciec wyjechał z bratem do rodziny, więc jesteśmy sami.
Przewróciła oczami i się rozłączyła. Wbiła we mnie wzrok z nieciekawą miną. Zachodziłem w głowę kto do niej dzwonił i po co miał przychodzić do jej domu w środku nocy. Alicja podciągnęła spodnie i, tym razem stojąc w samym staniku, wskazała ręką lodówkę.
- Wyjmuj wódkę.
Zbaraniałem. Wódkę? Przecież ona nie pije alkoholu! Ostatnio zrobiła mi nawet wykład na temat jego szkodliwych, dla młodego organizmu, właściwości. W pewnym stopniu mnie to przerażało, bo w XXI wieku właśnie korzystaniem z używek wyrabiałeś sobie opinię wśród rówieśników. Natomiast Alicja miała to wszystko w głębokim poważaniu, co z reguły dla ludzi jej pokroju było rzeczą wręcz oczywistą. Ponagliła mnie ruchem ręki i zniknęła za drzwiami. Słyszałem jedynie ciche przekleństwa i szelest przewracanych ubrań. Otworzyłem lodówkę. W środku pachniało rybą, a na drzwiach stała jeszcze nie otwarta butelka Wyborowej. Z lekkim wahaniem sięgnąłem po nią ręką, kiedy poczułem na karku ciepły oddech.
- Potrzebujesz pomocy?
Podskoczyłem przerażony. Alicja wpatrywała się we mnie z kpiącym uśmiechem. Zdążyła założyć luźną różową bluzkę, uczesać nadal wilgotne włosy i nałożyć na usta czerwoną szminkę. Jej tempo działania było zatrważające. Wzięła ode mnie butelkę i postawiła ją na stole razem z trzema kieliszkami. Poprawiła zagięty materiał beżowego obrusu i bezwładnie opadła na krzesło.
- Kto... kto dzwonił? - przekrzywiłem głowę.
Uniosła wzrok, a jej chłodne niebieskie oczy przeszyły mnie na wylot.
- Największa ofiara losu na świecie - prychnęła.
- Większa od ciebie?
Zjerzyła się.
- Co nie zmienia faktu, że nadal jestem od ciebie wyżej w hierarchii. Bycie frajerem nie ma tu nic do rzeczy.
- Jeżeli tak stawiasz sprawę - wzruszyłem ramionami. Odpowiedział mi tylko cichy pomruk, co jeszcze bardziej pobudziło moją ciekawość. Boska Alicja przecież zawsze chciała mieć ostatnie słowo. Całe mieszkanie przez chwilę stało się puste i ponure, jak gdyby ktoś wyssał z niego całe kolory. Ciszę przerwał pojedynczy dzwonek do drzwi i dźwięk poruszanej klamki. Alicja w jednej chwili podniosła się i ruszyła do przedpokoju rzucając mi spojrzenie mówiące "zachowuj się". Przełknąłem ślinę. A jeżeli to jeden z jej znajomych? Ten wysoki, wyglądający jakby wymordował połowę szkoły i na dodatek ją podpalił? Nasłuchiwałem. Skrzyp otwieranych drzwi, odgłos kroków, cicha rozmowa i w progu stanęła wysoka, czerwona na twarzy, dziewczyna z włosami do pasa. Jej oczy były opuchnięte, po policzkach spływały łzy, a usta wykrzywiły się w czymś na kształt uśmiechu. Wpatrywaliśmy się w siebie dobrą chwilę, kiedy wyciągnęła do mnie rękę, pociągając nosem.
- Madzia jestem.
- Oskar... - wyjąkałem.
Obdarzyła mnie smutnym uśmiechem. Do pokoju weszła Alicja i położyła jej rękę na ramieniu. Stojąc obok siebie wyglądały nawet zabawnie. Wyższa, mimo, że wyglądała na starszą, sprawiała wrażenie nieśmiałej i spokojnej. Natomiast niższa, chociaż z wyglądem małolaty, potrafiła wstrząsnąć twoim światem jak nic nie wartą grzechotką i rzucać ociekającymi sarkazmem ripostami na prawo i lewo.
- Trzymasz się?
- Jakbym się nie trzymała to już dawno zbieralibyście moje pogruchotane kości z chodnika - zaśmiała się ochryple.
- Optymistyczna jak zawsze - Alicja przewróciła oczami i zaprowadziła ją do stołu, sadowiąc na krześle niemal siłą. Przez chwilę nie za bardzo wiedziałem co mam ze sobą zrobić, ale Alicja przywołała mnie ruchem ręki, więc zająłem miejsce obok. Nie byłem jeszcze świadom, co tak naprawdę miało się właśnie stać i osobiście, patrząc z perspektywy czasu, wolałbym się nigdy nie dowiedzieć.
***
- Umrę! Normalnie zabiję się na śmierć! - Madzia wlała w siebie kolejny kieliszek przezroczystego płynu, krzywiąc się. Alicja patrzyła się na nią z politowaniem.
- Po co masz się zabijać skoro tak naprawdę, to wszystko, to twoja wina?
- Moja?! - warknęła. - Powiedz mi z której strony?!
- No wiesz - Alicja zamyśliła się przez chwilę - gdybyśmy wzięli za przykład sześcian, to pięć ścian na sześć jest twoją winą.
- Co? - Madzia popatrzyła się na nią tępym wzrokiem i uderzyła czołem w blat. - Nienawidzę jak gadasz do mnie gramatyką!
- Geometrią.
- Jeden pies!!! Ja tu potrzebuję pocieszenia,a ty nic tylko po mnie depczesz!
- Skaczę i trzepię po twarzy.
- ALICJO!!!
- No co? - uniosła ręce w geście kapitulacji. - Jak szukałaś pocieszenia to nie trzeba było tu przychodzić.
Warga Madzi drżała, kiedy nalała sobie kolejny kieliszek. Alicja wyrwała jej go z ręki i odstawiła na drugi koniec stołu.
- Co robisz suko?! - warknęła już upita dziewczyna.
- Co za dużo to nie zdrowo.
- Gadasz jak moja matka!
- Całe szczęście! Gdyby nie ja, to leżałabyś jak długa i spała we własnych rzygach!
- Suka!
- Szmata!
- Spieprzaj!
- Z własnego domu?!
Madzia wstała, posyłając krzesło z hukiem na ziemię. Wbiła w Alicję tysiące małych igiełek i mrucząc pod nosem, że idzie się położyć, wyszła z pokoju. Wpatrywałem się to w zamknięte za nią drzwi, to na Alicję. Ta uśmiechała się władczo, zadowolona z siebie.
- Czemu tak na nią naskoczyłaś? - zapytałem. - Przecież było jej smutno.
Boska Alicja zmierzyła mnie wzrokiem i obdarzyła dumnym uśmiechem.
- Ponieważ ja, mój drogi - zaśmiała się - nie jestem tu po to, żeby ją pocieszać, ale po to, żeby dać jej do zrozumienia jaka jest prawda.
Do dziś nie wiem o co tak naprawdę jej chodziło. Nie wiem co zrobiła Madzia, że zasłużyła na tak srogą i obszytą ironią krytykę. Ale najgorsze jest to, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego następnego dnia obie robiły razem śniadanie, śmiały się i rozmawiały jak gdyby nic się poprzedniej nocy nie stało.

http%3A%2F%2F40.media.tumblr.com%2Ffe0746195892f973a4e7fc523d4a4d66%2Ftumblr_ng0r6sinw11tbzprpo1_500.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego