• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
Wciągnęłam wilgotne powietrze nosem. Zapach żywicy i gnijących liści przyjemnie pieścił moje zmysły. Odgłos kroków i przyciszonych rozmów napawał mnie coraz większym szczęściem. Im bardziej oddalaliśmy się od obozu, zamkniętej przestrzeni, trzymającej nas pod kluczem przez tyle lat, tym pewniej się czułam. Las gęstniał z każdym krokiem, wciągając nas głębiej i głębiej. Nie było bardzo zimno, przecież dopiero co zaczęło się lato. A przynajmniej tak sobie wmawiałam. Przymknęłam oczy, dając się ponieść nogom. Czy to co robiłam było właściwe? Może lepiej było zostać w obozie i żywić złudną nadzieję, że Oaza to wyłącznie wymysł naszej chorej, spragnionej świata wyobraźni? W końcu tam w środku nie było aż tak źle... Nie głodowaliśmy, nie cierpieliśmy, nikt nam prawie niczego nie zabraniał. Trochę jak na dożywotnim letnim obozie. A teraz co? Zasmakowaliśmy wolności, ale zaraz znów będziemy musieli wrócić i wegetować za murami. Poznamy ludzi, którzy są wolni, których próbki krwi nie są pod stałym nadzorem władz, a to co robią zależy wyłącznie od nich samych. Czy nie lepiej było zostać i nie zaznawać tego błogiego uczucia? Tej cholernej wolności, która będzie nam się śnić po nocach niczym odległe, niemożliwe do spełnienia marzenie? Zacisnęłam palce na kurtce Ethana. Chciałam odrzucić od siebie wszystkie złe myśli i wątpliwości. Nie po to ryzykowałam nie tylko moje, ale i ich spokojne życie, żeby teraz zawrócić.  Spokojny oddech, szum jeziora i ciepło promieni słonecznych na mojej twarzy... Był sierpień. Popołudnie pozwolono nam spędzić nad jeziorem, oddalonym od domków dobre parę kilometrów. Grupka osób grała w siatkówkę, śmiejąc się i krzycząc. Inni wygrzewali się na słońcu. Leżałam na piasku obok Sophie. Miałam na sobie nowy kostium, wygrzebany spod sterty świeżo dostarczonych do obozu ubrań. Bawiąc się kitką, która jeszcze wtedy sięgała mi prawie do pasa, obserwowałam jak Harriet i Kivi rozmawiają na pomoście z przystojnym, wysokim brunetem. Co chwila wybuchały śmiechem i wpatrywały się w niego jak w obrazek. Jakby to co mówił faktycznie było zabawne! Przewróciłam oczami z zażenowaniem.  Zsunęłam okulary pilotki na sam koniuszek nosa, kiedy wezwały mnie do siebie ruchem ręki. Złapałam ręcznik i ruszyłam w ich stronę.
- Przystojny co? - zapiszczały jednocześnie, wymieniając znaczące spojrzenia. Wzruszyłam ramionami.
- Przeciętny.
Nie miałam nastroju na rozmowy o facetach. Miałyśmy zrobić sobie babski wypad nad jezioro, a wyszło z tego, to co zawsze. Podrywały każdego wysokiego, w miarę dobrze zbudowanego chłopaka i na dodatek zaprosiły Lee i Ethana. Zmarszczyłam brwi, kiedy do moich uszu doleciał głośny gwizd. Odwróciłam się w stronę dźwięku i zobaczyłam obu rzeczonych chłopaków, idących w naszą stronę. Obaj mieli na sobie kąpielówki i ręczniki przewieszone przez ramię. Odwróciłam wzrok speszona. Nie miałam w zwyczaju gapić się na czyjąś, nawet bosko zbudowaną, klatkę piersiową.
- Siema! - Ethan uśmiechnął się szeroko i wlepił we mnie wzrok. Zacisnęłam wargi i posłałam mu karcące spojrzenie. Nie będzie się na mnie tak bezczelnie gapić! Szczelniej otuliłam się ręcznikiem. Harriet zaśmiała się perliście i klasnęła w dłonie.
- Wskakujemy? - wskazała wzrokiem jezioro.
- Jest zimno - zza moich pleców niczym duch wyłoniła się głowa Sophie. Jak zwykle z kamienną twarzą wpatrywała się w podekscytowaną Harriet.
- No i co z tego? - prychnęła. - Jutro pewnie nie pozwolą nam znowu przyjść. Chyba, że wolisz grzać się na piasku jak gruba foka.
- Tak. Tego właśnie chcę - przytaknęła.
Kivi zachichotała, a Lee uśmiechnął się życzliwe, nic nie mówiąc. Tak zwykle kończyły się wszelkie pomysły w naszym małym gronie. Sophie zawsze miała własne zdanie i nienawidziła się integrować z grupą. W pewnym sensie ją rozumiałam. Przebywanie z wiecznie piszczącymi i podekscytowanymi dziewczynami było męczące, ale skoro taka byłam też i ja, nie miałam nic przeciwko. Ignorując ją, ruszyliśmy na pomost, żeby odłożyć ręczniki. Poczułam chłodny oddech na karku. Ethan nachylił się do mojego ucha.
- Bosko wyglądasz.
Zacisnęłam usta w cienką linię, i przygotowałam się, żeby zdzielić go po twarzy, ale ten zdążył schować się za Lee. Głupek. Jego żarty też nie były bardziej ambitne od tych, którymi rzucali na prawo i lewo inni cud chłopcy, ale trudno mi było się nie roześmiać, kiedy obdażał mnie szerokim uśmiechem. Zagryzłam dolną wargę i uniosłam głowę wysoko do góry. Nie chciałam dawać mu tej satysfakcji. Odpowiedział mi jedynie cichy śmiech.
Na pomoście nie było nikogo. W wodzie pływała tylko jedna dziewczyna z krótkimi czarnymi włosami. Co jakiś czas wynurzała głowę na powierzchnię i brała głęboki wdech. Usiadłam na ręczniku i zanurzyłam stopy w lodowato zimnej wodzie. Zadrżałam, a moje ciało przeszedł dreszcz. Po chwili obok mnie rozległ się plusk i poczułam drobinki wody na skórze. Harriet, Kivi i Ethan ze śmiechem zanurzyli się w wodzie.
- Echo! Wskakuj! - Kivi machała do mnie ręką i raz po raz podskakiwała do góry. Pokręciłam głową.
- Boję się wody!
Cała trójka wydała jęk rozpaczy i wróciła do zabawy. Zdjęłam okulary i uniosłam twarz do słońca, żeby się ogrzać. Wsłuchana w śmiech przyjaciół i plusk wody uderzającej o pomost, mimowolnie uśmiechnęłam sie szeroko. I było mi tak błogo... Tam wcale nie było źle... A przynajmniej chciałam to sobie wmówić.
Otworzyłam oczy. Dookoła było już dość ciemno. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam wtulać się w kurtkę Ethana, a ten przytrzymywał mnie blisko kościstym ramieniem. Rozmowy ucichły i słychać było jedynie szelest liści pod naszymi butami. Powietrze stało się ciężkie i wilgotne. Nie widziałam już nic oprócz mglistych sylwetek osób idących przede mną. Szliśmy w ciszy przez dobre parę minut, kiedy las zaczął się przerzedzać. Uniosłam głowę i spojrzałam w niebo. Czarna próżnia, usiana gwiazdami rozciągała się nad nami, a my podążaliśmy jej szlakiem jak za własną matką. Uśmiechnęłam się szeroko, przepełniona tą myślą i przyspieszyłam kroku. Po chwili osoby przed nami zaczęły zwalniać, aż w końcu wszyscy zatrzymaliśmy się nad stromym zboczem. Otworzyłam szeroko oczy, a serce załomotało w klatce piersiowej. Poczułam jak Ethan ściska moje ramię coraz mocniej. Pod nami, w małej dolinie, przez gęstą mgłę, przedzierało się światło setek domów. Mniejsze chatki i całkiem spore wille stały pomiędzy oświetlanymi przez latarnię uliczkami. Miasteczko rozjaśniało ciemność, która panowała dookoła. Zakryłam usta dłonią, żeby nie zacząć krzyczeć, płakać, śmiać się. Sama nie wiedziałam jak mam zareagować. Oaza, Eden naszych snów, stała tam jak żywa i zapraszała nas w swoje objęcia. A ja nie potrafiłam wyobrazić sobie piękniejszego widoku niż to z pozoru spokojne miasteczko. Wtuliłam się w lodowate ciało chłopaka, którego twarz rozjaśnił uśmiech. Staliśmy tam i ściskając dłonie, wpatrywaliśmy się w dal, razem z resztą niespokojnych, szczęśliwych duszyczek, takich jak my.
- Pięknie, co? - Kivi nachyliła się w moją stronę. W odpowiedzi wydałam z siebie okrzyk radości i złapałam moich towarzyszy za ręce, unosząc je do góry.

~~~

Akcja rozkręca się bardzo wolno. Mam nadzieję, że nikogo to nie irytuje :3

Collage 2015-03-31 11_20_53-1.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego