• Wpisów: 35
  • Średnio co: 44 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 17:13
  • Licznik odwiedzin: 10 351 / 1586 dni
 
soundsoftheworld
 
- Ciiii... nie podchodź do niej.
- Jest zła?
- Oczywiście, że jest zła! Zobacz jak jej skrzydła drżą - Rufus parsknął śmiechem.
- I aureolka pulsuje - drugi śmiech.
- CO TAM SZEPCZECIE!?
Jasnowłosa anielica zwróciła się w stronę rozbawionej pary diabłów. Rufus i Azus stali z rękoma w kieszeniach i chichotali, wymieniając znaczące spojrzenia. Dwa diabły ubrane w spodnie z szelkami do kolan i lniane koszule, w towarzystwie dostojnej anielicy z krótkimi blond włosami, nie były już niecodziennym widokiem. Lures potarła skronie z ciężkim westchnieniem.
- Problemy w robocie? -  Azus zajął miejsce przy stole.
- A co mi zostało poza robotą? - Lures skinęła głową i upiła łyk piwa. Rufus przycupnął na krześle obok. Cała trójka wlepiła wzrok w drewniany, lakierowany stół i nie odezwała się ani słowem. Kelner ze znudzoną miną odebrał zamówienie i zniknął w tłumie innych stolików. Po chwili przed nimi pojawiły się dwie lampki wina i kolejny kufel piwa. Lures postukała długimi paznokciami w blat. Rufus i Azus wymienili spojrzenia.
- Anioły to takie dziwne stworzenia.
- Cnoty.
- Co?
- Jestem Cnotą. Nie porównuj mnie do tych ulizanych marionetek Boga.
Rufus odchrząknął i wziął łyk wina.
- A więc, Cnoty to takie dziwne stworzenia. Przez całe wieki sądziłem, że wielbicie swojego Pana pod niebiosa, a tu proszę, Cnota siedzi, narzeka na robotę i szuka pocieszenia w alkoholu.
- Mówisz to tak jakbyś mnie nie znał.
- Z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz moja droga - Rufus uniósł kieliszek i uśmiechnął się znacząco. Lures uśmiechnęła się pod nosem, a jej skrzydła zatrzepotały. Azus przechylił głowę.
- No proszę - wskazał na Rufusa ręką. - Przyszliśmy tu posłuchać jak narzekasz na życie. Nie krępuj się.
Lures nie trzeba było dwa razy prosić.
- A co ja mam wam niby opowiadać? - jęknęła teatralnie. - Archanioły znowu zwalają na nas tony papierkowej roboty. Szef staje na głowie, żeby ogarnąć sajgon w firmie, a wszystko przez tych pieprzonych ludzi. Jeszcze chwila, a rzucę to wszystko w cholerę.
- Znowu schodzimy na ludzi - Rufus mruknął pod nosem.
- A Lucyfer się raduje.
- Na świecie nie ma już dobroci kochana - okręcił ogon wokół palca.
- Kiedyś - Lures westchnęła rozmarzona. - Kiedyś: średniowiecze, renesans. Ludzie byli tacy...
- Wierzący.
- Nie o tym mówię! - warknęła. - Honor, męstwo, piękno. Walczyli, kochali i szanowali się nawzajem.
- Nigdy tak nie było.
- Za młody jesteś, żeby pamiętać.
Azus stuknął w kieliszek ze znudzonym wyrazem twarzy.
- Świat się wcale nie zmienił. To my się zmieniliśmy.
- Mówisz o Bogu? Ten koleś coraz bardziej działa mi na nerwy - włosy na ogonie Rufusa zjerzyły się.
- Bóg - zarechotał Azus. - To brzmi dumnie.
- Przynajmniej nie musicie użalać się z nim w robocie.
- Ciesz się, że nie pracujesz dla Lucyfera. Gościu wymaga od nas niemożliwego!
- Mamy kusić ludzi, no to kusimy, a ten cały czas narzeka, że nie tak jak trzeba. Inna sprawa, że coraz łatwiej ich omotać.
- A komu się obrywa? - Lures wzięła łyk piwa. - NAM.
- Dziwisz się? - Rufus przewrócił oczami. - Lucyfer ostatnio złapał dobrą passę, to wasz szef może jedynie podkulić ogon i schować się w kącie. Więc stara się wrócić na prostą.
Lures parsknęła.
- Ogon - powtórzyła ze śmiechem.
- Na dole wojny, mordy, nienawiść i nagle wszyscy mają co robić. Lucyfer pławi się w dochodach i chce nabałaganić jeszcze bardziej, a Bóg lata za nim i sprząta.
Lures zmarszczyła brwi.
- Rozpuścił te swoje ziemskie laleczki jak dziadowski bicz i się dziwi, że teraz mają go gdzieś. Patrzą tylko na czubek własnego nosa, a to my musimy po nich sprzątać. Nic dziwnego, że dużo aniołów idzie na choćby, daj Boże, pół etatu do Lucyfera.
- U nas dokładnie to samo!
- Żebyś ty wiedziała co tam się wyprawia! Sam Belzebub lata z podkulonym ogonem!
Lures zaśmiała się pod nosem.
- Ma chłopak branie.
- Co jakiś człowiek umrze, to lezie do nas, bo do was już nie może. Wlatują drzwiami i oknami! Nieboszczyków pod sam sufit.
- Kiedy to ja ostatnio byłem na wakacjach - Azus wzniósł oczy ku niebu.
- Prędko nie pojedziesz - burknęła Lures. - Czynsz za mieszkanie sam się nie zapłaci.
Cała trójka zmierzyła się wzrokiem.
- Wniosek z tego jeden - Rufus uniósł kieliszek do góry. - Ludzie to zło. Gorsze niż sam Diabeł.
- Nienawidzę ich - Azus uczynił to samo.
- Gardzę nimi - Lures uniosła kufel i cała trójka upiła łyk swoich napojów. A potem zanieśli się od śmiechu.

tumblr_nezj78hvzn1sk1rjvo1_500.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego